Cyberiada – GPS

Co najlepszego dały Stany Zjednoczone Światu? Pierwszą konstytucję? Zimno. Marilyn Monroe albo Google? Też zimno. „Gwiezdne Wojny”? – w pewnym sensie cieplej. Bo dla mnie ów najważniejszy dar to… GPS.

Kiedyś – jeszcze za PRL-u – wizyta w nowym mieście zaczynała się na rogatkach, gdzie musiałem znaleźć kiosk „Ruchu”, żeby kupić papierowy plan miasta. Gdzie tam kupić – zdobyć! Bo przecież map brakowało tak samo jak papieru toaletowego albo książek Gombrowicza. A posiłkując się wskazówkami Lenina z „Dzieł Zebranych”, które zawsze były łatwo dostępne, trudno było gdziekolwiek trafić.

Już wówczas USA miały swoje satelity, dzięki którym amerykański żołnierz wiedział, czy jest na Grenadzie, czy nad Libią. Ale przez wiele lat Amerykanie zakłócali ten sygnał, żeby nie mogła z niego korzystać reszta świata, a nawet amerykańscy cywile. Jednak dziś nawet ja trafię do Małkini Dolnej – a to dzięki prezydentowi Billowi Clintonowi, który zakazał zakłócania. Cieszy mnie myśl, że amerykański podatnik zapłacił za to, że nie muszę na każdym skrzyżowaniu pytać o drogę.

Ludzie podróżujący z GPS-em przez egzotyczne kraje narzekają już na GPS. Nie dlatego, że jest niedokładny. Przeciwnie. Jest tak precyzyjny, że nie ma sensu nikogo pytać o drogę. A pytanie to przecież pretekst, żeby nawiązać kontakt z tubylcami.

Oczywiście nie należy całkowicie ufać Amerykanom – dlatego Rosjanie budują własny system Glonass. Budują go uparcie jak komunizm i z podobnym skutkiem – co i rusz spada im albo wybucha jakiś satelita. Taka karma.

Jeśli ktoś uparcie twierdzi, że nie będzie używał GPS-u – tak jak kiedyś twierdził, że nie potrzebuje „komórki” albo Internetu – niech sprawdzi, czy mu się ten GPS przypadkiem nie zakradł do telefonu. Dziś już cała masa „komórek” ma wbudowany moduł GPS, a nawet program Google Maps (za darmo!), który ściągając mapy z internetu dokładnie wskaże nasze miejsce w świecie. I gdzie jest najbliższy bankomat!

Ale jak ja wrócę do domu nocną porą, kiedy nie będą już jeździć pekaesy, a Amerykanie wyłączą gepeesy? Pozostanie pamiętać, z której strony wschodzi, a z której zachodzi Słońce.

iPod

Wczoraj w Katowicach rozmawiałem z Joanną Szczęsną i Ewą Winnicką o reportażu historycznym – o różnych Humerach, Bierutach, polskich lotnikach z bitwy o Anglię, pisarzach zaczadzonych ideą komunizmu. Przed spotkaniem zażartowałem, że właściwie powinniśmy mówić o iPodzie, bo wczoraj właśnie przypadała 10 rocznica wprowadzenia tego urządzenia na rynek. Proponuję więc tekst, który co prawda nie jest reportażem, ale historii dotyczy jak najbardziej (i nawet w niej uczestniczyliśmy):

http://weekend.pb.pl/2507872,66335,trzy-klikniecia-rewolucji

Cyberiada – lżejsza fotografia

Fotografia stała się lżejsza. Dosłownie.

Do tej pory było tak – małe, kompaktowe aparaty mieściły się niekiedy w kieszeni, ale robiły przeciętne zdjęcia. Za to wielkie „lustrzanki” wykonywały perfekcyjne fotografie, tyle, że wymagały ćwiczeń na siłowni, żeby nosić je ze sobą.

Czas było to zmienić, aby ludziom żyło się lepiej, a producentom – dostatniej.

Continue reading

Duathlon

Wczoraj dowiedziałem się – z Internetu oczywiście – że uprawiam duathlon. Okazało się, że są nawet mistrzostwa świata sportowców, którzy biegają i jeżdżą na rowerze. Jako świeżo upieczony duathlonowiec cieszę się na myśl, ile pięknych rzeczy mógłbym kupić: nowy rower, nowe buty, albo nowy kask.