Ebook – czyli i-bóg żyje wiecznie. Moja opowieść wigilijna

 

Moja nowa książka „GENIUSZ I ŚWINIE” w księgarniach

PAPIEROWYCH oraz EBOOKOWYCH

 

Spiratowali mi książkę – odkryłem pewnego dnia. Nie obraziłem się ani nie poszedłem na policję. Postanowiłem wydać własnego ebooka.

Historia zaczęła się kilka tygodni temu, kiedy usprawniałem mojego bloga. Przy okazji zajrzałem do statystyki odwiedzin strony www.piotrlipinski.pl, czego nie robiłem od wielu miesięcy. Odkryłem, że wśród miejsc, z których do mnie docierano, pojawiało się chomikuj.pl. Odwiedziny wyglądały tak: ktoś wchodził z chomika i maszerował wprost do okładki książki „Ofiary Niejasnego”. To wydany przez „Prószyński i spółka” zbiór moich reportaży o represjach lat stalinizmu. Papierowy nakład jest już wyczerpany.

Łatwo było się domyślić, że na chomiku znalazła się „piracka” wersja z samym tekstem, a ci, którzy ją ściągali, przychodzili do mnie po samą okładkę.  Miło, że odczuwali potrzeby estetyczne.

Zajrzałem oczywiście na podawane w moich statystykach strony chomika i rzeczywiście „leżały” tam moje „Ofiary Niejasnego”. Ktoś książkę zeskanował i wrzucił w kilku formatach, między innymi worda. W środku brakowało kilku stron, w wielu miejscach zaginęły myślniki wskazujące na to, że czytany fragment to wypowiedź któregoś bohatera tekstu.

Pewnie należało pobiec na policję. Ale po co? Książki nie było już w sprzedaży. A nawet gdyby była, to przecież nie miałem żadnej gwarancji, że ten, który ją „spiratował”, poszedłby do księgarni i ją kupił. Świat tak nie działa.

Tymczasem zająłem się innymi sprawami – akurat pracuję nad dużą książką biograficzną i koszmarnie spóźniam się z oddaniem do wydawcy.

Pewnie jakieś dwa tygodnie później znowu zajrzałem do statystyk – i ku mojemu zaskoczeniu nadal maszerowali do mnie ludzie z chomika. Przynajmniej wiedziałem, że książka, choć wydana kilka lat temu, cieszy się niesłabnącym powodzeniem :) Przynajmniej za darmo – teraz należało ustalić, jaka cena byłaby jeszcze do przyjęcia przez ściągających.

Opisałem historię u siebie na Facebooku i troje moich znajomych dziennikarzy – Miłada Jędrysik, Marek Kossakowski i Leszek Talko – podsunęło mi kilka pomysłów.

Najistotniejsze było jedno założenie: książka nie jest już dostępna w księgarniach w papierowej wersji, co najwyżej z drugiej ręki. Nie powstała też wersja elektroniczna. Czytelnik więc nie ma łatwej możliwości legalnego kupna.

Z podsuniętych na Facebooku pomysłów najpierw spodobał mi się ten, żeby książkę wystawić do pobrania „za darmo” i zaproponować, żeby ściągający płacili „co łaska”. To był pomysł numer 1. Chwilę później jednak przemówiła moja wrodzona chciwość i przekonała mnie, że za darmo to mogę udostępnić w każdej chwili, a najpierw może spróbować na niej zarobić.

Tymczasem wprowadziłem w życie plan numer 2. Kolega radził, żebym na ściąganej okładce dorobił mój autograf i napis „wersja piracka”. Pomysł zmodyfikowałem – wykonałem kilka zabiegów technicznych i przychodzących z chomika przekierowałem na stronę z hasłem: „Uczciwość kosztuje 5 złotych”. Zaproponowałem, żeby „automagicznie” zalegalizowali swoje pirackie książki, wpłacając na moje konto 5 złotych. Niestety jednak ruch z chomika nie ustał a na moim koncie nie pojawiła się żadna „legalizacyjna” złotówka.

Wówczas zacząłem się bliżej interesować w ogóle ebookami. Pociągała mnie możliwość wydawania książek samemu. Nie dlatego, żebym miał złe wspomnienia z dotychczasowej współpracy z wydawcami. Były zawsze bardzo dobre. Ale świat się dość szybko zmienia, zawód, który wykonywałem przez większość życia, czyli dziennikarstwo, przeżywa kryzys, może więc warto spróbować czegoś nowego. Może w ogóle pora całą dotychczasową pracę, wszystkie wydane papierowe książki, przenieść do świata cyfrowego? Ale po co mam to zadanie powierzać komuś innemu, jeśli sam sobie z nim poradzę?

Tydzień temu postanowiłem: zaczynam od spiratowanego tytułu. Zabrałem się za przerabianie „Ofiar Niejasnego” na ebooka. Wymyśliłem, że książkę umieszczę najpierw w Amazonie i to najlepiej przed – Bożym Narodzeniem. Pod choinkę ludzie dostaną swoje Kindle i będą chcieli je czymś zapełnić. Może ktoś dostrzeże mój tytuł.

Trafiłem na świetny serwis swiatczytnikow.pl. Po pierwsze uświadomił mi, jak bardzo staniały czytniki Kindle – możemy je kupić już za 600 zł., całkowicie legalnie, bez kombinowania, z gwarancją. Po drugie – w Amazonie jest bardzo mało polskojęzycznych książek. Jest ich tak mało z prostego powodu – języka polskiego nie ma wśród dopuszczonych przez Amazon. Polak jednak potrafi – w serwisie można znaleźć wiele ciekawych rad, jak przebrnąć przez sito Amazonu. Przy okazji też dowiedziałem się, że większość dochodów dwóch polskich self-publisherów pochodzi właśnie z Amazonu.

Zacząłem od „spiratowanego” tytułu, czyli „Ofiar Niejasnego”. Pod względem redakcyjnym książka jest bez zarzutu – teksty przechodziły przez redaktorów „Gazety Wyborczej”, kiedy były w niej publikowane, a potem kolejny raz w wydawnictwie „Prószyński i spółka”, gdy ich rozszerzone wersje ukazały się w papierowej publikacji.

Tymczasem jednak pojawiło się wiele problemów technicznych z dużym objętościowo materiałem książki – „wydanie” przed Świętami stawało się mało prawdopodobne.

Zmodyfikowałem pierwotny pomysł. Wydzieliłem z „Ofiar Niejasnego” bardzo duży reportaż „Piąta Komenda”. Ze względu na objętość od początku, od czasu papierowej edycji, mocno dominował nad całością, prawie ją rozsadzał. Postanowiłem potraktować go jako samodzielną publikację. „Przepracowałem” tekst i zmodyfikowałem na potrzeby osobnej książki.

Tak powstał ebook „Piąta Komenda”. To historia największej prowokacji komunistycznych służb specjalnych w Polsce. Według danych Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego kierował nią 67 funkcjonariuszy UB. Po latach Główna Komisja Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu (poprzednik dzisiejszego IPN) policzył, że po zakończeniu prowokacji „Cezary” aresztowano 139 ludzi podziemia, na więzienie skazano 55, na śmierć – 15. Historycy sądzili, że represje mogły objąć ponad pół tysiąca osób. W książce opisałem między innymi moje poszukiwania jednego z głównych prowokatorów – próbowałem ustalić, czy nadal żyje.

Skupienie się na „Piątej Komendzie” pozwoliło przygotować ebooka o łatwym do przeczytania rozmiarze – odpowiednik kilkudziesięciu stron papierowej książki. Kiedyś żartowałem, że powinna ukazać się ustawa, zakazująca publikowania książek ponad 120 stron – niestety sam wiele razy złamałem tą zasadę. Tym razem zmieściłem się w limicie. Dzięki temu planowałem ustalić najniższą sensowną cenę.

Najsłabiej wyszła okładka – sam ją projektowałem nie mając właściwie o tym żadnego pojęcia. Umiem pracować ze zdjęciami, ale grafika to coś zupełnie innego. Poza tym do zaprojektowania okładki trzeba mieć talent – a tego u siebie jak dotąd nie odkryłem.

Przygotowanie ebooka to duża frajda. Zawsze lubiłem uczestniczyć w „łamaniu” moich dużych reportaży w „Gazecie Wyborczej”. Co innego maszynopis czy dziś komputeropis, a co innego rzeczywisty wygląd tekstu na gazetowych stronach. To na nich można cyzelować wygląd tekstu. „Wygląd” – wiem że to brzmi absurdalnie, bo przecież tekst to nie obraz. Jednak skracanie albo wydłużanie akapitów, niekiedy usunięcie jednego słowa, wpływa na wizualny efekt tekstu. Nie tylko krótkie zdania, ale też krótkie akapity potrafią zdynamizować akcję.

W ebooku jest z tym gorzej. W papierowej publikacji litery ulegają totalitarnemu przywództwu autora, w ebooku mają skłonności anarchistyczne. W ebooku właściwie nie ma czegoś takiego jak strona. W różnych urządzeniach do czytania ekrany są większe albo mniejsze, na dokładkę czytelnik może sam wybierać rozmiar czcionki. To irytujące dla autora, bo powoduje spory chaos – a to jakieś „i” zostanie na końcu linijki, a to nie wszystkie wyrazy równają do prawego brzegu. Trudno – taka specyfika ebooka. Jednak autor może – i to była dla mnie przyjemne – zastosować pewne reguły formatowania tekstu, aby ten później w czytniku wyglądał jak najlepiej.

Zaczyna się od rzeczy zupełnie podstawowych – po 20 latach pisania na komputerze i opublikowaniu pięciu książek, nauczyłem się wreszcie robić indeks w wordzie. To swoją drogą ciekawe, że komuś zajmującemu się zawodowo pisaniem ta umiejętność do tej pory nie była do niczego potrzebna. Zapewne większość moich kolegów dziennikarzy również tego nie umie robić. Do tej pory najcenniejszą rzeczą, jaką opanowałem w wordzie, było usunięcie z górnej belki programu wszystkich zbytecznych ikon – pozostawało ich na prawdę niewiele.

Przygotowanie ebooka kryje jednak znacznie więcej tajemnic – wkrótce okazało się, że automatyczne robienie indeksu w wordzie kiepsko sprawdza się podczas późniejszej konwersji tekstu. Uczyłem się więc ręcznego robienia spisu treści.

Poznałem różne tajemne formaty cyfrowych książek: epub (choć ten już znałem z iPada), mobi, odkryłem kolejne funkcje programu do konwersji calibre. Przygotowanie ebooka nie kosztowało mnie ani złotówki – poza zużytym prądem i czasem mojej pracy.

W środę po południu zarejestrowałem się w systemie Kindle Direct Publishing i wysłałem „Piątą Komendę”. Książka w księgarni nie jest automatycznie publikowana – musi przejść przez moderację. A przypominam, że Amazon póki co krzywo patrzy na język polski. Jednemu z polskich autorów odrzucano jego książkę 15 razy. Posłużyłem się jednak radami ze swiatczytnikow.pl i sprytnie zakwalifikowałem „Piątą Komendę” do działu „języki obce” – i jeszcze dla dodania dramaturgii  - kraje byłego „Związku Radzieckiego”. Przy czym w żadnym razie nie zamierzam oszukiwać anglojęzycznego czytelnika, ponieważ wyraźnie w opisie widać, że to polska edycja. A gdyby nawet ktoś nie dojrzał, to bez problemu zwróci książkę do Amazonu.

W napięciu czekałem, czy administratorzy dopuszczą moją „Piątą Komendę”. I zobaczyłem książkę dostępną w Amazonie już po… trzech godzinach.

Tego samego dnia zacząłem też przerabiać książkę do opublikowania na Smashwords.com. Choć ta platforma nie jest tak znana jak Amazon.com, to cieszy się znakomitą opinią. Opublikowaną tu książkę można przeczytać praktycznie na każdym urządzeniu – komputerze, iPadzie, smartfonie, Nook-u, czytniku Sony, a nawet na amazonowym Kindle.

Publikacja w tych dwóch miejscach ma istotne znaczenie ze względu na cenę. Książkę w Amazonie kupuje się bardzo wygodnie, ale cena jest atrakcyjna tylko dla Amerykanów. Ta sama książka sprzedawana Europejczykom jest o kilka dolarów droższa. Taki system, trudno. Tymczasem Smashwords.com jest mniej znany, ale za to ceny dla Polaków są takie same jak dla Amerykanów.

Przy okazji przerabiania wersji dla Smashwords.com przeczytałem dość „opasły” podręcznik formatowania „Smashwords Style Guide”. Szczerze go polecam, bo można dowiedzieć się wielu technicznych rzeczy. Przydadzą się również podczas przygotowywania książki do Amazonu, który pomoc dotyczącą formatowania ma – jak dla mnie – zbyt pobieżną i chaotyczną.

W nocy ze środy na czwartek opublikowałem „Piątą Komendę” na Smashwords.com.

Zagłębiając się w techniczne strony ebookowych formatów podjąłem decyzję, że książka w Amazonie ukaże się bez antypirackich zabezpieczeń DRM. Utrudniają życie uczciwemu czytelnikowi, a „pirat” i tak bez problemu pozbędzie się ich.

Piąta Komenda kosztuje 2,99 dolara. Taka cena na Smashwords.com dotyczy kupujących z całego świata, na Amazonie tylko z USA. Kupującym spoza USA Amazon niestety dolicza podatki i dodatkowe opłaty.

Kupowanie na Amazonie jest więc atrakcyjne cenowo i bardzo wygodne dla Amerykanów, na Smashwords - dla wszystkich.

Amazon kusi swoim świetnym systemem zbudowanym wokół czytnika Kindle. Smashwords za to oferuje książki w wielu formatach: do komputera, na iPada, smarfona, Nook-a, Sony, a nawet na Kindle.

Bardzo mi spodobała się idea, że ebook jest dostępny w dowolnym momencie. Większość papierowych książek żyje w księgarniach bardzo krótko – do wyprzedania nakładu. Dopiero bardzo duże zainteresowanie tytułem skłania wydawców do przygotowania dodruku. Irytowałem się wiele razy, gdy ktoś pytał mnie mailowo o którąś z moich książek, a ja musiałem go odsyłać do internetowych antykwariatów. Ebook to i-bóg. Ebook żyje wiecznie.

A co z piratem, który udostępnił w sieci moją książkę? Nic. Ponieważ nie miałem ostatniej wersji swojego komputeropisu „Ofiar Niejasnego”, z rozbawieniem skorzystałem z jego skanów. Przydał mi się pirat podwójnie – skłonił do wydania ebooka i jeszcze wykonał część pracy :)

 

Moja nowa książka „GENIUSZ I ŚWINIE” w księgarniach

PAPIEROWYCH oraz EBOOKOWYCH

 

Moja „Piąta Komenda” w księgarniach:

Smashwords                    Apple iTunes                 

Virtualo.pl                         Ebookpoint.pl                                         Więcej o książce…

 


54 thoughts on “Ebook – czyli i-bóg żyje wiecznie. Moja opowieść wigilijna

  1. Witam,
    bardzo ciekawy wpis.
    Mam pytanie, i jak się opłaciła inwestycja w opublikowanie ebooka? Czy kolejną książkę zamierzasz wydać z pominięciem wydawnictwa?
    Jaka część z przykładowych 25 zł za książkę trafia do autora?

    • OK. Odpowiadam jak to do tej pory działało. Z papierowego wydania miałem mniej więcej 12 procent netto. Czyli powiedzmy koło złotówki od każdego sprzedanego papierowego egzemplarza. W sieci – na przykład w Amazonie: 2/3 ceny jest dla mnie – czyli z 3 dolarów za „Piątą Komendę” 2 dolary powinny zawędrować do mnie (jak przekroczę próg sprzedaży za 100 dolarów, dopiero wtedy mogę dostać czek – zachęcam więc do kupowania). To dotyczy self-publishingu, czyli cyfrowego wydawania z pominięciem tradycyjnych wydawnictw.
      Generalnie mam takie marzenie – wydać jak najwięcej z tego, co do tej pory wyszło tylko w papierze. Wydać bardzo tanio. W papierze są dziesiątki tysięcy fantastycznych książek, które dziś kupimy tylko w antykwariatach. A ja chcę, żeby można było je bardzo tanio (do 10 zł.) kupić w wersji cyfrowej.

      • Super inicjatywa. Ja jako przeciętny odbiorca treści zdecydowanie wolę, zapłacić autorowi bezpośrednio, a nie wydawnictwu :)

  2. Pingback: „Piąta komenda”, czyli jak piraci mogą nakłonić do wydania e-booka | Świat Czytników

  3. Lubię poczytać historię. Gdyby nie „świat czytników” to bym na tę książkę nie trafił. Wydałem 2.99$ na Amazonie – przeczytam jak znajdę czas.

    Powodzenia z następnymi produkcjami.

      • Przeczytałem. Nieco ciężkie momentami ale to pewnie dlatego, że to jednak reportażowo pisane. Brakowało mi jakiegoś słowniczka skrótów bo MBP wyjaśnione jest dopiero po kilku użyciach.

        Przydało by się przepuścić to przez jakiegoś redaktora jeszcze – brakuje przecinków, niektóre słowa są błędami OCR, niektóre mają prze-niesienia mimo, że przeniesieniami nie są.

        Inicjatywę popieram.

        • Bardzo przepraszam za błędy! Postaram się jak najwięcej z „literówek” usunąć. To wszystko, włącznie za zbyt późne wytłumaczenie skrótu, moja wina wynikająca po pierwsze z pośpiechu przed świątecznego – bardzo mi zależało na wypuszczeniu całości przed świętami – a po drugie z poznawania nowych technologii cyfrowych, formatowania tekstu. Obiecuję – uwzględnię wszystkie uwagi. W papierowej wersji mogłem je wprowadzać do tekstu dopiero po listach czytelników, o ile oczywiście udało się cały tekst ponownie wydrukować. Na razie obiecuję częstsze poprawki w wersjach na smashwords.com, na Amazonie trochę później, bo boję się w ogóle usunięcia książki – a dlaczego, to świetnie tłumaczy serwis swiatczytnikow.pl.

        • Jeszcze a propos błędów – postaram się jak najszybciej zrobić kolejną korektę tekstu i wrzucić na Smashwords. Czytelnicy chyba mogą już wtedy bezpłatnie pobierać uaktualnienia – tak to powinno wyglądać.

  4. Trafiłem również przez świat czytników, świetna inicjatywa! Popieram jak najbardziej cena książki bardziej normalna, do tego autor dostaje więcej, oszczędzamy drzewa (papier) itd. same plusy :)

  5. Trafiłem tu przez „Świat czytników” i też sobie kupiłem egzemplarz przez smashwords. 3 dolary to jeszcze zakup impulsowy, tyle właśnie moim zdaniem powinny kosztować książki elektroniczne – bo ich wartość jest nieporównanie mniejsza od egzemplarza papierowego (choć nośność informacyjna prawie taka sama). Pozdrawiam, przeczytam za tydzień lub trzy.

  6. Kupiłem, książka wydaje się interesująca , dodatkowy impuls to cena sprawia że można kupować „w ciemno”

  7. Podobnie jak przedmówcy, trafiłem tutaj ze ŚwiataCzytników.
    Tematyka książek jest bardzo interesująca i z przyjemnością dokonałem zakupu na SmashWords.
    Czekam niecierpliwie na e-wydania kolejnych książek, 2,99 USD to świetna cena!

  8. A propos ceny – często kupuję oprogramowanie na smartfona, ale też czasami na komputer właśnie w cenie około 10 zł. Zdaję sobie sprawę, że pewnie nie daje się sprzedawać systemów operacyjnych tak tanio, ale z drugiej strony chyba na te tanie, małe programy wydałem już w sumie więcej niż na systemy operacyjne. I nawet z nich korzystam, choć oczywiście te zakupy wynikają w duży stopniu z „impulsu”. Ale na przykład tak właśnie kupiłem trochę dobrych programów i używam ich przy iPhoneography.

  9. Pingback: Pisarzu, wydaj się sam! « Szczeżuja log

  10. Widzę, Piotrze, że skorzystałeś z mojego amazonowego patentu. Dopowiem, że gdy książki jest już Live, można ją wyedytować i usunąć anglojęzyczny opis, pozostawiając tylko polski. System zaakceptuje ją bez problemów.

    Swoją drogą, pomyśl o wstawieniu tytułu do sieci virtualo.pl. Pomniejsze serwisy można sobie spokojnie darować.
    Artur

    • Oczywiście :) Korzystam z dobrych wzorców :) Poeksperymentuję ze zmianami na Amazonie, mam nadzieję, że jak wejdą do Polski, to będzie nam łatwiej. Książka do Virtualo – i do bezkartek.pl już wysłana.

  11. Na bezkartek uważaj. Próbowali mi wcisnąć jakąś bardzo niekorzystną umowę. Po pertraktacjach poprawili, ale nie podpisałem- już mi się odechciało z nimi współpracować. Tak naprawdę w Polsce i tak liczy się tylko virtualo z całą ich siecią. Nie ma co pchać się wszędzie gdzie się da, bo to tylko rozprasza.
    Artur

  12. Będę uważał. Generalnie jak patrzę, to warunki są za granicą lepsze, niż u nas. (Jasne, polski autor na Amazonie ma mniejsze oddziaływanie, niż w Polsce, ale przecież amerykański ma świetną platformę i warunki – będę się przyglądał i pewnie opisywał na blogu, co się bardziej opłaca i gdzie.

  13. Finansowo opłaca się od ceny 2,99 USD (co zresztą na szczęście zauważyłeś od razu). Do tej kwoty Amazon z autora zdziera niemiłosiernie zabierając 70 proc. Do tego ich haracz od czytelnika polskiego za transfer, nawet gdy się ściąga książkę własnym łączem to skandal.

  14. Właśnie ta kwota – 2,99 wydała mi się najlepsza ze względu na udostępnienie na wszystkich platformach, cenę po przeliczeniu w Polsce i zysk dla autora. Z drugiej strony mam takie przeczucie, że nie ma sensu sprzedawać póki co bardzo „grubych” książek. Chcemy mieć przyjemność z czytania, ale możemy na czytanie poświęcić ograniczoną ilość czasu. Kapitalne, że w ogóle chcemy czytać!

    • Udostępniać na wszystkich platformach można i przy cenie z przedziału 0,99-2,99 USD, to nie ma znaczenia. Istotna jest różnica w wysokości honorarium – mieć 1/3 a 2/3 z każdego sprzedanego egzemplarza to jednak spora różnica:))

      Przy czym ta sprzedaż na wszystkich platformach kryje też pewien kruczek. Mianowicie sprzedaż się nie sumuje. Na każdej platformie osobno trzeba zebrać odpowiednią kwotę (100 USD, 100 funtów, 100 euro na każdej z poszczególnych europejskich), aby zażądać wypłaty honorarium. Najlepiej książki się sprzedają na Amazonie amerykańskim (bo tam większość polskich kindlowców rejestruje swoje czytniki) i na angielskim (pewnie ze względu na liczną Polonię). Sprzedaż na pozostałych jest śladowa i ciężko tam będzie zebrać sumę pozwalającą na wypłatę – są to pieniądze jakby podarowane Amazonowi. Chyba odhaczyć pozostałe amazony i nie dystrybuować tam nie byłoby od rzeczy.
      Artur

  15. A jeszcze a propos Amazonu – dla mieszkającego w Europie rzeczywiście stosuje kiepskie warunki, dlatego trzeba szukać alternatyw. Choć ich eco-system z Kindle jest fantastyczny pod względem Amerykanów – ale już dla nas Europejczyków finansowo słaby.

    • Ja mam czytnik Kindle4 Classic ale ze special offers. Nie rejestrowałem, bo i nie mogę, i z oferty Amazonu korzystać nie zamierzam. W ogóle łącze w czytniku do niczego mi nie jest potrzebne. Nie lubię czuć się jak na smyczy. Za wygodę „mania wszystkiego pod nosem” nie zamierzam płacić poczuciem przywiązania do jakiejkolwiek firmy. Największą radochę z czytnika mam dlatego, że mogę czytać klasykę za darmo. Virtualo ma np. prawie całego Balzaka, którego z przyjemnością odświeżam sobie.

      Ogólnie moim zdaniem – Amazon robi świetne czytniki, ale dobrze by było, jakby najmniej wzbogacał się dzięki polskim autorom i polskim czytelnikom. Dla nich jesteśmy tylko kolonią, którą chcą podbić i eksploatować nie dając nic w zamian.
      Artur

  16. To ciekawe. Właśnie tak wydawało mi się, że cena 2,99 to to dobry punkt – dla czytelnika fajne do zaakceptowania około 10 zł., dal autora 2 dolce – lepiej niż wydanie papierowe (na prawdę, to dla mnie istotne odkrycie). Wiem, że na platformach trzeba uzbierać co najmniej 100 dolarów (to jest pewne ograniczenie), ale porównując do papierowych wydawców – oni też nie płacili co miesiąc. O ile pamiętam, to rozliczenie „papieru” dostawałem co pół roku, a raz mi się nawet zdarzyło, że poważny wydawca akurat nie miał kasy – i poprosił o „poczekanie”, aż mu się uzbiera. To w sumie nic niezwykłego – pewna dobra firma zapłaciła mi za prowadzenie spotkania autorskiego po pół roku. Wszyscy z kasą średnio przędą. Nie ma się co obrażać, bo to żaden „przewał”, tak już jest.

    • Ja tam zawsze potrafiłem wypertaktowac zaliczkę na poczet przyszłych honorariów, dlatego pewne poślizgi w płatnościach były łatwiejsze do zaakceptowania. Postawa Amazonu w moich oczach nie znajduje wytłumaczenia, bo przecież, jeśli ma się konto w danej walucie, to można zażądać wypłaty i przy 10 USD. Ale przecież nie będę z tego powodu zakładał trzech kont: w USD, w funtach i euro. Zmuszony jestem zatem do systemu czekowego i progu 100, choć czy takim problemem byłyby płatności Paypalem i niższy próg?
      Artur

  17. Mam dużo klasyki do uzupełnienia – publicznie nie przyznam się, jakie tytuły, bo wstyd – ale bardzo chciałbym je wcześniej czy później uzupełnić. A jak człowiek ma je „załadowane” pod ręką do jakiegoś czytnika, to bardzo kuszą.

  18. Fakt – zaliczka zawsze dawała jakąś konkretną kasę. Ale ty trzeba by zwrócić uwagę na jeszcze bardzo ważną sprawę w polskich warunkach – powieść możesz sprzedać nawet w tysiącu, dwóch tysiącach egzemplarzy, bo Twoje koszty są dość niskie. Ale reportaż? Do tej pory wszystkie swoje książki reporterskie mogłem napisać, że większość tekstu powstawała na zamówienie „Gazety Wyborczej”. Potem już na potrzeby książki tylko modyfikowałem tekst. Teraz piszę dużą książkę biograficzną, do której wiele materiału zebrałem robiąc film dokumentalny. Szczęśliwie na przyszłość mam pomysły na luźniejsze tematy, nie wymagające tak wiele czasu.

  19. A może warto także rozważyć opcję sprzedawania książek samemu ? Wile osób trafia na tę właśnie stronę, z której to dopiero są przekierowane na strony sklepu. Gdyby jednak na początku nie był odnośnik do strony amazonu, tylko do sklepu np. http://sklep.piotrlipinski.pl w którym potencjalny klient dodaje Twoją książkę do koszyka, płaci za pomocą szybkiego przelewu i od razu ją pobiera ? Obecnie większość skryptów sklepów obsługuje sprzedaż plików, a całość pieniążków pozostaje u autora.
    Pozdrawiam

  20. Footman dobrze Ci radzi, Piotrze. Skoro masz ten blog, promujesz go i wiesz, że ludzie tutaj szukają Twojej książki, to aż się prosi samemu ją sprzedawać. Tutaj można kupić skrypt do takiej sprzedaży:

    http://skrypt-sprzedazy.pl/

    Nie trzeba rejestrować żadnej działalności gospodarczej. To osiąganie dochodów z pracy własnej na podstawie praw autorskich. Nawet wydanie drukiem własnej książki i jej sprzedaż nie wymaga posiadania firmy. Tutaj oficjalne interpretacja podatkowa w tej kwestii:

    http://interpretacja-podatkowa.pl/interpretacja/pokaz/4-podatek-dochodowy-od-osob-fizycznych/10-zrodla-przychodow/115-przychody-z-dzialalnosci-wykonywanej-osobiscie/130282-dzialalnosc-wykonywana-osobiscie-zeznanie-roczne-zrodla-przychodu.html

    Nie musiałbyś też płacić VAT-u. Zerknij zresztą:
    http://ksiegarnia.karolinasykulska.pl/
    Artur

  21. Myślałem już o sprzedaży u mnie – dzięki, że mnie wspieracie w tym pomyślę. Chcę jeszcze z tym poczekać z dwóch powodów. Po pierwsze, chcę zbadać, jakie kanały dystrybucji są najefektywniejsze – Amazon, Smashwords czy może polskie księgarnie internetowe (przy okazji – niedługo ebook powinien się pojawić w też u nas, trochę to trwa). A po drugie i co może nawet ważniejsze – sklep powinien pojawić się po odświeżeniu głównego serwisu http://www.piotrlipinski.pl, bo ten już mocno trąci myszką. Na to niestety chwilowo brak czasu. Chcę po nowym roku pokombinować z marketingiem – może macie jakieś fajne pomysły :) – o potem wreszcie skończyć papierową książkę, potwornie już zawaliłem wydawcy wszelkie terminy. Potem – następny ebook, też historia, ale może nieco lżejsze teksty, niż „Piąta Komenda”.

  22. A – i dzięki za kwestie prawne. Nie wiedziałem, że to tak wygląda. Przyjrzę się też kwestiom technicznym związanym z uruchomieniem u mnie księgarni – to zresztą świetna idea, żeby cały proces zamknąć w obrębie samego autora, z pominięciem pośredników.

  23. Co do samych kwestii prawnych, to zawsze posprawdzaj dwa razy. Bo u nas przepisy tak szybko się zmieniają, że nie nadążają drukować nowych ustaw i rozporządzeń. Więc na 100 proc. nie mogę ręczyć czy to co podane wyżej jest zgodne z aktualnym stanem prawnym.
    Artur

  24. W sumie to nie wiem, czy mam prawo się tu wymądrzać, bo w świecie e-booków i self-publishingu póki co jestem bardziej biernym obserwatorem próbującym wyrobić sobie jakie takie pojęcie niż uczestnikiem. Ale ja w kwestii autopromocji chciałem słówko. Oczywiście, wiadomo, takie rzeczy jak własna witryna i media społecznościowe to e-marketingowe przedszkole, więc nie warto się tu nad nimi rozwodzić. Pamiętam, jak to było, kiedy rozkręcałem własnego bloga, którego uważam za w pełni integralną część mojej działalności literackiej. Najwięcej ruchu wygenerowała mi aktywność w sieci – linkowanie się na różnych portalach, czy ustawienie sygnaturki z przekierowaniem na blog w moim profilu na forum gazeta.pl. W zeszłym roku wziąłem też udział w konkursie „Blog roku”. Bez specjalnej nadziei na nagrody, ale po to właśnie, by dać się zauważyć. Przez kilka pierwszych dni po zgłoszeniu statystyki wejść dostały kompletnego hyzia, potem fala opadła stopniowo, ale zauważyłem, że część tych odwiedzających została ze mną. Nie wiem, na ile te spostrzeżenia będą dla Pana przydatne, ale jeśli mogłem okazać się pomocny, będę wielce rad.

  25. Interesujące pomysły a propos rozkręcania blogu – u mnie w pewnym sensie pomysł na ebooka zaczął się przy okazji zmian na blogu. Był już u mnie na stronie ze dwa lata, ale kiepsko go się obsługiwało, więc rzadko pojawiały się wpisy. Kiedy znalazłem chwilę, żeby doprowadzić go do porządku, zainstalowałem wordpressa – co okazało się zaskakująco łatwe – i od tej chwili wpisy pojawiają się częściej. Ale właśnie podczas tych przeróbek przyjrzałem się statystykom strony http://www.piotrlipinski.pl i wtedy zauważyłem ruch z „piracki” chomika. W przyszłym roku będę pewnie chciał jeszcze bardziej ożywić bloga, sądzę, że skorzystam z pomysłów, za które niniejszym pięknie dziękuję :)

  26. A moze polski Woblink? To najlepiej chyba rozwiajaca sie platforma sprzedazy cyfrowych ksiazek, wie ktos moze na jakich warunkach jest tam wspolpraca?

  27. Kupiłem Pańskiego ebooka i jestem „prawie” bardzo zadowolony. Bardzo, bo cena jest nad wyraz zachęcająca. A „prawie” bo na moim czytniku Cybook Opus nie wyświetlały się polskie litery. Aby móc czytać książkę musiałem złamać zabezpieczenie DRM i samodzielnie zainstalować polskie czcionki. Nie wiem czy w ogóle jest sens używać DRM, które jednak trochę utrudnia życie legalnemu użytkownikowi a jego złamanie nie wymaga żadnego wysiłku i zajmuje około 2 sekundy?
    Teraz z niecierpliwością czekam na kolejne książki i wersje elektroniczne już wydanych.

    • Dziękuję bardzo za zakup! Również uważam, że zabezpieczenia DRM są bez sensu. W księgarniach, które to umożliwiają, zaznaczam opcję publikacji ebooka bez żadnych zabezpieczeń. Najlepszy pod tym względem jest Smashwords – niestety w Polsce mało popularny. Dla odmiany w Polsce księgarnie domyślnie stosują DRM. Zależy mi na tym, żeby jednak ebook był również w polskich księgarniach. Pojawia się jednak trend i u nas, aby z tych zabezpieczeń rezygnować – mam nadzieję, że utrzyma się. DRM w najmniejszym stopniu nie chroni przez „piractwem”, a jedynie utrudnia życie uczciwym czytelnikom – czego właśnie Pan jest przykładem. Zresztą nie tylko DRM nie chroni przed „piractwem” – w końcu ktoś udostępnił w sieci moją książkę „Ofiary Niejasnego”, która miała nawet lepsze zabezpieczenia – wyszła tylko w papierze :) OCR wymaga oczywiście więcej zachodu, niż DRM, ale wystarczy jedna osoba, która zeskanuje książkę, żeby „spiratować” tytuł. Tak więc raczej szkoda czasu – i pieniędzy – na stosowanie DRM.

  28. Na stronie Świat Czytników:
    http://swiatczytnikow.pl/piata-komenda-czyli-jak-piraci-moga-naklonic-do-wydania-e-booka/#comment-14762
    również toczyła się ciekawa dyskusja o Pańskich książkach i nie tylko. Tam także dorzuciłem swoje trzy grosze. Pozwolę sobie przytoczyć treść mojego postu także w tym miejscu:

    Nie zgadzam się całkowicie z opinią, że ebook jest realnie niemal tak kosztowny jak papierowa książka. Przecież odpadają koszty papieru, druku, transportu, magazynowania itp. Trzymanie elektronicznej kopii na serwerze jest o wiele tańsze.
    Mówienie o kosztach produkcji ebooka jest po prostu śmieszne. Chyba żaden autor już nie używa do pisania maszyny. Wszyscy tworzą w jakimś edytorze tekstu. Mamy więc gotową wersję cyfrową. Koszty edytora możemy sobie darować. Nikt nie każe używać Worda, gdy jest świetny darmowy LibreOffice. Ebooki na czytniki powinny być zapisane w jednym z formatów pochodnych od html czyli epub, mobi, prc. Do konwersji na te formaty może posłużyć darmowe świetne narzędzie Calibre. Gdzie tu są jakieś koszty??? Obsługa jest banalnie prosta i sam tworzę ebooki z plików doc i odt w kilka sekund.
    Ebook musi też być tańszy od wersji papierowej z powodów funkcjonalnych. Formatowanie tekstu nie jest tak eleganckie jak na papierowej kartce i czyta się jednak mniej wygodnie, choć oczywiście o wiele lepiej niż z ekranu komputera. Ebook na czytnik na ogół pozbawiony jest ilustracji, zdjęć, map, wykresów itp. które mogą stanowić istotną część wersji papierowej. Papierową książkę mogę pożyczyć, odsprzedać na rynku wtórnym itp. Z ebookiem jest to praktycznie niewykonalne.
    Wobec powyższych uwag polityka polskich wydawców i sprzedawców ebooków jest chwilami absurdalna. Oto mamy książkę, na podstawie której Agnieszka Holland nakręciła swój najnowszy film. Wersja papierowa jest ilustrowana pięknymi kadrami z filmu. Ebook jest tego całkowicie pozbawiony. Obie wersje kosztują tyle samo! Podobnie jest z książką A. Przewoźnika o Katyniu. Kto to kupi??? Jestem gotów kupować ebooki ale przy tych wadach i ograniczeniach muszą być tańsze od wersji papierowych o co najmniej 50%.

    • Dlatego ja przypuszczam, że za kilka lat wydawcą może przestać się opłacać wydawać papierowe książki. Bo koszty stałe będą jednakowe: redakcja, reklama. Ale wydanie papierowe będzie tworzyły właśnie koszty związane z produkcją. Jeśli przekroczymy magiczny punkt, kiedy zacznie się sprzedawać więcej ebooków, niż papierowej wersji, to wydawcy zapewne spróbują sobie odbić część „papierowych” kosztów w cenie ebooka. A potem zorientują się, że to bez sensu, bo efektywniej będzie cały biznes przenieść do „cyfry”. Wiem oczywiście, że teraz to brzmi jak czysta fantazja.
      Gdyby w Pana czytniku nadal „Piąta Komenda” sprawiała jakiś problem, proszę się odezwać – postaram się coś poradzić :)

    • Nie bierze Pan pod uwagę kosztów licencji. Jeśli chcemy wydać książkę zagranicznego autora bywa, że tantiemy ze sprzedaży ebooka to 50% (w stosunku do zwykle 10% z książki drukowanej)!

      Moja umowa z autorem mówi o 40%. W ten sposób nie opłaca mi się sprzedawać ebooka przy pomocy żadnego z pośredników. Dlatego wrzuciłem na stronę koszyk z platnosci.pl (chociaż wspomniany wyżej skrypt sprzedaży jest ciekawy, może przetestuję pewnego dnia).

      M.in. dlatego ebookowa rewolucja zmierza – tak mi się wydaje – bardziej w kierunku selfpublishingu (byle dojrzałego – żaden autor nie pisze książek gotowych do publikacji, bez korekty i redakcji się nie obejdzie) i może nawet self-sprzedaży.

      A większe wydawnictwa mogą w przyszłości zrezygnować z wersji drukowanych i wydawać tylko ebooki. Z tym że w takich samych cenach, jak teraz drukowane (koszt papieru nie jest wielki, zaś dystrybutorzy i e-sprzedawcy biorą nie mniej, niż hurtownicy drukowanych pozycji). Ile to razy widziałem na Amazon wersję kindle droższą niż paperback.

  29. Pingback: Łap się za kieszeń! » Archiwum bloga » Przepis na tanią książkę

  30. Pingback: Smashwords i cenzura Paypal | Ebook, czyli iBóg żyje wiecznie

  31. Pingback: Czy piractwo to przekraczanie dozwolonej prędkości? | Ebook, czyli iBóg żyje wiecznie

  32. Pingback: Piąta Komenda 2.0 – faza beta :) | Ebook, czyli iBóg żyje wiecznie

  33. Pingback: Piąta Komenda pierwsza na liście bestsellerów Virtualo | Ebook, czyli iBóg żyje wiecznie

  34. Pingback: Promocja przed Euro 2012 | Ebook, czyli iBóg żyje wiecznie

  35. Bardzo lubię pisać fraszki. Jestem zapracowana i mało zorientowana w tzw. świecie elit, w tym ludzi obdarzonych talentami. Upieram się przy zdaniu, ze potrafię pisać dobre fraszki ( kiedyś wygrałam nawet ogólnopolski konkurs im.Leca). Bez alimentów , bez żadnej rodziny utrzymuję, kształcę i leczę dzieci.Nie stać mnie na kilka tysięcy zł, żeby wydać fraszki , mam ich tysiące,są dobre. Czy mogłabym przynajmniej posłać Panu kilka dla oceny i czegoś w rodzaju reklamy? czy zechciałby Pan zająć stanowisko w sprawie ich wartości? Nie ośmielam się już nawet prosić o jaką radę, byłoby to pewnie nadużycie . A może wydałby mi je Pan licząc jakąś rozsądna kwotę mojego wkładu? Z wyrazami szacunku- U. Kopińska

  36. Nadzieja na życie wieczne
    Może żyć będę wiecznie, kto wie?
    Podobno śmiech, to zdrowie?
    Urozmaicone kontakty z szefem
    Jak nie na kocyku
    To na dywaniku
    Prośba niedoświadczonej owcy
    Pasterzu, powiedz,
    Gdzie jest manowiec?
    Do wiecznie narzekających
    Jak się spotkają kiedy dwa smutki
    To opłakane mogą być skutki
    Wysokie mniemanie
    Mniema, że mnie ma
    Niewinny związek
    Konkubiny rozchodzą się
    Bez orzekania winy
    Posunęłam się
    Znacznie w wyglądzie
    I w czasie
    A w finansach nie da się

    Niestety…Pozdrawiam wszystkich.Nie posunęłam się za daleko? jakby co-wybaczcie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>