iPhoneography – Santorini łazienkowe

Idziecie ulicą i nagle uwodzi Was jakiś kadr. Wyciągacie aparat fotograficzny, żeby go uwiecznić. Potem, po wywołaniu, zdjęcie okazuje się dobre, słabe albo rewelacyjne – w zależności od tego, jak dobrym jesteście fotografem. Czyli w której mikrosekundzie utrwaliliście obraz. Między mistrzem a czeladnikiem różnica wynika właśnie z tych milisekund – w pewnym momencie obraz jest sztuką, a zarejestrowany później staje się przeciętnym rzemiosłem.

Santorini łazienkowe

Obiecywałem sobie, że przez jakiś czas powstrzymam się od zadręczania Szanownych Koleżanek i Kolegów moją „twórczością” przy pomocy aparatu fotograficznego iPhone’a.

Jednak nie mogłem się powstrzymać – u znajomych w łazience zrobiłem fotkę fragmentu ściany, iPhonem oczywiście. Bo miałem go w kieszeni. Ten kawałek świata wyglądał jak Santorini – ale czegoś mi brakowało. Zacząłem więc obrabiać różnymi programami – aż osiągnąłem to, co mi się wyobrażało. Projektantka tej ściany nie była zachwycona – wolała oryginalną wersję, dokładnie oddającą rzeczywistość. Ale ja wybrałem to, co odpowiadało mojej wyobraźni.

A jak to technicznie wyglądało? Najpierw pstryknąłem fotkę zwykłym programem do robienia zdjęć w iPhoene. Potem import do jednego z programów, które niedawno kupiłem (PhotoForge2). Zabawa podstawowymi filtrami, efekty niezłe, potem załadowanie dodatkowych efektów – i wreszcie fajny efekt. Fajnie, tylko żeby tą wersję zapisać, trzeba zapłacić. Półtora euro. Ale kiedy pacam „buy”, program automagicznie wzbogaca się o nowe możliwości i zapisuje tą wersję, która mi się spodobała.

Czyli najprościej mówiąc – pstryk i już aparat zapisuje to, co widzi. A po chwili – pac, i powstaje cyfrowa wersja tego, co ja widzę. Warte nawet sześciu, no góra, siedmiu złotych. Niesamowite!

Dodaj komentarz