„Piąta Komenda” pierwsza na liście bestsellerów Virtualo

„Piąta Komenda” wystartowała w Boże Narodzenie 2011 r. A w Wielkanoc 2012 r. znalazła się na pierwszym miejscu listy bestsellerów Virtualo.

To pierwszy przypadek, kiedy na pierwszym miejscu znalazła się książka wydana przez self-publishera. I w ogóle jedyny tytuł samowydacy na tej liście. Inne ebooki pochodzą od tradycyjnych wydawców. „Piąta Komenda” pokonała kilka znakomitych tytułów „Lód” Jacka Dukaja, „Imię róży” Umberto Eco, „Nie mów nikomu” Harlana Cobena.

„Piąta Komenda” to historia największej prowokacji komunistycznych tajnych służb w Polsce. Funkcjonariusze Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i ich agenci stworzyli między 1948 a 1952 r. mistyfikację – udawali potężne antykomunistyczne podziemie. Słali raporty, w które uwierzył nawet amerykański wywiad. Po zakończeniu operacji wielu Polaków, którzy wierzyli, że działają w autentycznej niepodległościowej organizacji, skazano na więzienie a nawet kary śmierci.

Ebooka wydałem po tym, jak zorientowałem się, że spiratowano jedną z moich „papierowych” książek. Więcej piszę o tym w tekście  „Ebook – czyli iBóg żyje wiecznie”.

Virtualo jest jedną z największych w Polsce księgarni z ebookami. Moja książka sprzedawana jest w trzech formatach: mobi (na amazonowego Kindle’a), epub (na iPada, Onyxa i inne czytniki), PDF (najprzyjemniejszy podczas czytania na komputerze). Virtualo zlicza osobno popularność każdego wydania. Na pierwszym miejscu „Top ebooki” znalazła się książka w wersji mobi. Ciekawostka to fakt, że w pewnym momencie na liści „Top self-publishing” znalazły się wszystkie trzy wersje – kolejno mobi, epub i PDF.

Jako wydawca Piotr Lipiński wydawca cieszę się razem z autorem Piotrem Lipińskim 🙂 I przygotowuję kolejnego ebooka – „Humer i inni”, reporterską opowieść o procesie stalinowskiego zbrodniarza.

„Piąta Komenda” w księgarniach:

Smashwords                    Apple iTunes                

Virtualo.pl                          Bezkartek.pl                                          Więcej o książce…

4 myśli nt. „„Piąta Komenda” pierwsza na liście bestsellerów Virtualo

  1. To chyba też zasługa świetnej promocji. Twój przykład dowiódł, że jeśli autor niezależny naprawdę się zaangażuje w promowanie swojej pracy, może ona zajść naprawdę wysoko. Za jakieś dwa-trzy e-booki staniesz się marką samą w sobie i ludzie sami będą cię googlać.

  2. Niedawno właśnie zastanawiałem się nad dodatkowymi zadaniami, jakie spoczywają na samowydawcy. Jednym z nich jest promocja. Staram się zrobić wszystko przez sieć, dzięki czemu jest tanio i przyjemnie 🙂 Ale nie ukrywam, że trzeba na to poświęcić sporo czasu i pracy. Nic dziwnego, że samowydawca może procentowo zarabiać więcej – w końcu jest i autorem, i wydawcą, i łamaczem, i grafikiem, i działem marketingu. Większość z tych spraw to dla mnie całkowita nowość. Ale jest mi niesłychanie przyjemnie, kiedy te małe kroki dają powoli jakieś efekty. To bardzo wciągające.

  3. Tak, to prawda, dlatego niezależność nie jest drogą dla każdego. No i trzeba sobie umieć podzielić życie na okres tworzenia i okres promowania tego, co się stworzyło. Przypuszczam, że nakładanie się tych płaszczyzn może dla niektórych być problematyczne. Ba, na pewno jest. Widzę to po sobie. Czasem tak się zagłębię w różne nowinki, w czytanie o programach do konwersji i dyskusje w naszej grupie na Facebooku, że już nie mam głowy do pisania. Zdecydowanie trzeba to umieć wypośrodkować. A z drugiej strony jest ta presja, że jak na jakiś czas zniknę z sieci, przestanę pisać na blogu i wklejać linki na Facebooku, to ludzie o mnie zapomną. Ale wysiłki promocyjne się opłacają. Też już tego liznąłem, choć póki co nie wyszedłem poza etap testowania i udostępniania darmowych pojedynczych opowiadań i nowelek. Mam porównanie z ubiegłym rokiem: kiedy umieściłem w sieci nowelkę „Macierzanka”, po tygodniu było zaledwie kilka pobrań. Od udostępnienia „Roli jej życia” nie minął jeszcze tydzień, a już z obu serwisów, gdzie ją wywiesiłem, pobrano ją w sumie ponad czterdzieści razy. Nie wiem, na ile popularność takich giftów stanowi miernik powodzenia, ale jeśli jakiś stanowi, wyraźnie widać, że odrobina wysiłku włożonego w marketing naprawdę się opłaca.

    • To jest w ogóle problem współczesności – że musimy wszystko robić na raz. A na dokładkę często najważniejsze staje się to, co ostatnie. Reakcji na ostatni telefon, na ostatni mail. Rzucamy to, co robiliśmy do tej pory i zajmujemy się tym, o co nas poproszono w ostatni mailu. Aż przyjdzie następny.
      Często łapię się na tym, że coraz trudniej zachować mi sensowną hierarchię ważności. Przy pisaniu człowiek powinien skoncentrować się tylko na tym. Ale jak to zrobić, kiedy trzeba zadbać o reklamę, o wpis na blogu? To szczególnie trudne, gdy chce się poświęcić na pisanie kilka tygodnia.

Odpowiedz na „Marcin KrólikAnuluj pisanie odpowiedzi