Festiwal Darłowo

W Darłowie są najlepsze na świecie jagodzianki, a co roku odbywa się Festiwal Media i Sztuka, który kiedyś Mariusz Szczygieł ochrzcił reporterskim festiwalem piosenki w Opolu. Zapraszam więc na mój recital, który w sobotę poprowadzi Jan Ordyński :)

Darłowo, hotel Apollo (Kąpielowa 11), sobota 15 lipca, godz. 16.00. A wstępny temat to „Najdłużej urzędujący premier PRL”, czyli zaczniemy od książki o Józefie Cyrankiewiczu, a na czym skończymy, tego nie wie nikt.

I jeszcze plakat z innymi festiwalowymi atrakcjami.

„CYRANKIEWICZ. WIECZNY PREMIER” 

księgarniach papierowych oraz ebookowych

 

Cyrankiewicz – premiera w Poznaniu

Zapraszam do Poznania! W najbliższy czwartek, czyli 13 października, opowiadam o nowej książce, „Cyrankiewicz. Wieczny premier” w księgarni Bookrest (ul. Półwiejska 42). Rozmowę poprowadzi Andrzej Skworz.

Spotkanie odbędzie się w ramach cyklu jubileuszowego X/ XX. 10 lat serii Reportaż. 20 lat Wydawnictwa „Czarne”. Link do wydarzenia na Facebooku.

A tak samą książkę przedstawia wydawnictwo:

Socjalista przed wojną, więzień Auschwitz w czasie wojny, czołowy komunista po wojnie. Konformista, bohater dowcipów, wieczny premier. Szara eminencja, figurant. Ulubieniec wielu Polaków.

Stał na czele rządu przez ponad dwadzieścia lat, od 1947 do 1970 roku, z przerwą w latach 1952-1954, kiedy stanowisko zajmował Bierut. Wówczas był wicepremierem. Żartowano, że jest najtańszym politykiem w PRL-u, bo do urzędów nie trzeba zamawiać nowych portretów. Po rozstaniu z fotelem premiera został przewodniczącym Ogólnopolskiego Komitetu Pokoju. „Żołnierzem na froncie walki o pokój” był do 1986 roku. Dopiero wtedy ostatecznie zakończyła się jego polityczna kariera. Miał 75 lat.

Korzystał z przywilejów władzy. Kochał życie, zmieniał kobiety, jeździł szybkimi samochodami i pijał drogie trunki. Mówiono na niego Car Ankiewicz.Dowcipy o sobie lubił, nawet kolekcjonował, a niektóre podobno sam wymyślał. Jedni zapamiętali, że był wysoki, drudzy, że niski, trzeci, że średniego wzrostu. Większość nie wątpi, że był łysy. Zmarł 20 stycznia 1989 roku. Niecałe pół roku później zakończył się w Polsce komunizm.

Książka Piotra Lipińskiego to oparta na solidnej podstawie źródłowej próba rozwikłania zagadek i tajemnic, jakie narosły wokół Józefa Cyrankiewicza ? jednej z najciekawszych postaci peerelowskiego establishmentu.

„CYRANKIEWICZ. WIECZNY PREMIER” 

księgarniach papierowych oraz ebookowych

Absurdy PRL-u

Do księgarni trafił zbiór reportaży „Absurdy PRL-u”, który napisałem do spółki z Michałem Matysem. Pomysł wziął się z cyklu telewizyjnego „Zagadki tamtych lat”, który zrobiliśmy kilka lat temu dla Programu 1 TVP. Z tego cyklu pochodził między innymi dokument „Co się stało z polskim Billem Gatesem?”, za który na łódzkim festiwalu dostałem nagrodę Prezesa Stowarzyszenia Filmowców Polskich.

„Absurdy PRL-u” nawiązują do zrobionych wówczas odcinków, ale w książce znalazły się też teksty, które miały posłużyć jako scenariusze do niezrealizowanych do tej pory  materiałów.

Zagadkami w PRL było niemal wszystko – większość zdarzeń trudno było wyjaśnić. Skąd wzięli się badylarze i cinkciarze? Jak powstała Syrenka? auto z silnikiem od pompy strażackiej? Dlaczego symbolem PRL miały być wedlowskie czekoladki, które prze- chrzczono na czekoladki „imienia 22 lipca”?

Zagadkami okazały się też odkryte przez nas historie. Kto porywał z ulicy nastolatki i zmuszał je do ciężkiej pracy? Dlaczego „polski Bill Gates? hodował świnie? Dlaczego łódzkie włókniarki pokazały gołe tyłki premierowi? Jak udało się zorganizować brawurową ucieczkę z sowieckiego łagru? Kto zamordował przedwojenną komunistkę Władę Bytomską?

Największą zagadką jest jednak to, że PRL w ogóle była w stanie działać. Jerzy Urban, były rzecznik prasowy rządu, przyznaje, że symbolem klęski PRL był… nieustanny brak papieru toaletowego. Zbigniew Messner, były premier, przekonuje, że PRL nie udało się zreformować, bo… bimbrownicy zużywali cały dostępny na rynku cukier i trzeba było wprowadzić kartki.

Fragment książki

A tu znajdą Państwo „Absurdy PRL-u” w najniższej cenie.

Etiopia i król cygański

Wieczorem spróbowałem owocu zakazanego. W Etiopii karano za niego kilkunastoma latami więzienia.

Czy smakował jakoś nadzwyczajnie? Raczej nie. Bo co może być ekscytującego w uruchomieniu Skype’a?

Tak zaczyna się mój nowy tekst w ostatnim numerze kwartalnika „Kontynenty”. Publikuję w nim swoje cover story z tego niezwykłego kraju. Na dokładkę bogato ilustrowane zdjęciami.

Po „Kontynenty” trzeba wybrać się do kiosku. Ale kolejny mój tekst można przeczytać zarówno w wydaniu papierowym, jak i w pdf-ie. To historia ostatniego polskiego króla cygańskiego, który był konfidentem gestapo. Mój tekst publikuje pismo „Dialog-Pheniben”.

Od roku moje cotygodniowe felietony o nowych technologiach można czytać w „Spider’sWeb”.

 

Virtualo        Empik      Merlin    Amazon    Apple iTunes

Więcej o książce…

„Klinika lalek” – czyli zostałem wydawcą

„Klinika lalek” to znakomita książka Małgorzaty Holender, nominowana do Nagrody Nike – z przyjemnością informuję, że zostałem wydawcą jej ebookowego wznowienia.

Dla dojrzałych. Dla wrażliwych. Z pewnością dla tych, którzy mają odwagę poruszyć w sobie to, co dawno „zostało zakopane”.

Opowieść z pogranicza snu i jawy, liryczna, prowokująca, chwilami okrutna. Przejmująca „baśń psychoanalityczna” (jak określiła książkę Maria Janion w posłowiu), porównywana do „Malowanego ptaka” Kosińskiego, do klimatów leśmianowskich, do szulcowskich „Sklepów cynamonowych”… Bardzo odrębna, myląca tropy, zmyślona, ale i nie przecież, bo każdy twórca filtruje świat poprzez własną historię, przez siebie.

Opowieść o poczuciu obcości, o poszukiwaniu tożsamości kobiecej, polsko-żydowskiej, o nieudanych próbach upodobnienia się do innych. Opowieść o samotności egzystencjalnej, o utracie złudzeń, ucieczkach i powrotach. I mimo wszystko, to opowieść o nadziei.

„Zostawmy bohaterkę w jej klinice lalek. Nie wiemy, jak się potoczą jej losy. Nie wiemy, czy będzie dalej snuła swoją opowieść. To, co opowiedziała, jest dostatecznie interesujące, abyśmy czekali” – napisała w posłowiu Maria Janion.

„Klinika lalek” Małgorzaty Holender, nominowana do Nagrody NIKE ’98, jako jedyna wówczas powieść (debiut!) z pewnością warta jest znów przypomnienia.

Książkę w wersji elektronicznej zdobi nowa okładka, zaprojektowana przez Annę Angerman.

Wznowienie książki przeprowadziliśmy korzystając z selfpublishingu. Oboje – to znaczy Małgorzata Holender i ja – zawarliśmy tym samym spółkę wydawniczą, w której każdy robili niemal wszystko: martwi się o sprzedaż, reklamę.

„Klinika lalek” dostępna jest w księgarniach:

VIRTUALO        EMPIK          MERLIN

„Piąta Komenda” w ebookpoint

„Piąta Komenda” znalazła się dziś w ofercie kolejnej księgarni – ebookpoint.pl. Firma zaczyna tym samym swój związek z self-publisherami. Już teraz oferuje samowydawcom dedykowany panel administracyjny.

Kupujemy w niej treść, a nie format. Czytelnik dostaje w pakiecie wersję mobi, epub i pdf. Bardzo wygodne rozwiązanie – na Kindle, Onyxa, iPada, każdy komputer. Na dokładkę bez zabezpieczeń DRM. Link do ebooka:

http://ebookpoint.pl/ksiazki/piata-komenda-piotr-lipinski,s_0701_ebook.htm

Wśród nowości na głównej stronie są teraz tytuły czterech samowydawców. Szymona Adamusa, Pawła Wimmera, Aleksandra Sowy i mój.

Do końca tygodnia jednak taniej wyjdzie zakup książki w Virtualo. „Piąta Komenda” jest jeszcze w promocji za pół ceny, czyli za 4,99 zł. Udało jej się nawet dotrzeć na czwarte miejsce w zestawieniu „Top ebooki”. Link do Virtualo:

- http://virtualo.pl/piata_komenda/i106123/

Moje krótkie ACTA

Było tak – jakieś 30 lat temu kupiłem na płycie winylowej kawałek koncertowej własności intelektualnej pewnego zespołu. Potem – na kasecie, bo było wygodniej. Potem na VHS, żeby obejrzeć. Potem na CD, bo lepiej brzmiało.

Kolejne edycje na DVD i Blu-Ray odpuściłem sobie na rzecz bardziej nieformalnego obiegu. Chciałbym teraz zapytać – kto kogo przez te lata bardziej zrobił w trąbę? Przemysł muzyczny mnie czy ja jego?

Przypomnę jeszcze znany fakt – przez wiele lat płyta CD była znacznie droższa od kasety magnetofonowej, choć koszty produkcji znacznie mniejsze, a cała reszta – marketing, reklama, sekretarka prezesa, takie same. I jeszcze wyrażę mój wewnętrzny żal – 10 lat temu sprowadzałem z Amazonu płyty DVD, bo choć koszmarnie drogie, to był większy wybór, niż w Polsce. Przemysł rozrywkowy pewnie wówczas uznał, że będę napalonym idiotą do końca życia. I pewnie tak by zostało, gdyby nie Internet – wreszcie mogę być tak samo wyrachowany, jak show-biznes.

Pewnego dnia na kasetach, płytach a nawet książkach pojawiły się hologramy. Ale rozwijając tę myśl (kolejne akapity dodaję w miarę rozmów ze znajomymi na Facebooku ) – o ile pamiętam, to wielu dzisiejszych właścicieli show-biznesu zarabiało na chałupniczo kopiowanych kasetach, co w ówczesnych czasach nie łamało polskiego prawa. Kupowałem te taśmy na tyłach Domów Towarowych „Centrum” w Warszawie z absolutnym przekonaniem, że wszystko jest w porządku. Tymczasem pod względem etycznym było to równie uczciwe, jak dziesięć lat później na Stadionie X-lecia. W jednym i drugim przypadku artysta nie dostawał złamanego grosza.

Nie łudzę się jednak, że to było największym problemem. Kłopot polegał na tym, że to wytwórnie nie dostawały pieniędzy.

Pewnego dnia więc zmieniliśmy prawo i owi etycznie piraci - bo jak ich ich inaczej nazwać – zgodnie z prawem wreszcie wykupili licencje i zaczęli sprzedawać płyty nie w kampingowych przyczepach na tyłach Domów Towarowych „Centrum”, ale w w coraz większych sklepach płytowych. Pewnego dnia na legalnych płytach pojawiły się hologramy. Dlaczego? Aby policjanci łatwiej odróżnili je od „piratów”. A potem hologramy trafiły na książki. mów. Dlaczego? Bo pokątnie nadwyżki nakładów sprzedawali drukarze. Ale to nie wszystko – bo teoretycznie uczciwe wydawnictwa wprowadzały do obiegu znacznie więcej egzemplarzy, niż meldowały zagranicznym autorom i ich polskim przedstawicielom. To historie sprzed zaledwie kilku lat. Nie chcę w ten sposób uprawomocnić piractwa, ale jedynie zwrócić uwagę na dwa fakty – nie jesteśmy w Polsce najgorszymi piratami na świecie i często niewiele różnimy się od pseudo-uczciwego show-biznesu.