Czy piractwo to przekraczanie dozwolonej prędkości?

Moja „Piąta Komenda” w księgarniach:

Smashwords                    Apple iTunes                 

Virtualo.pl                         Ebookpoint.pl                                         Więcej o książce…


Wróciła mi wiara w człowieka. Na razie w jednego.

Kilka miesięcy temu zacząłem eksperyment – czy ktoś zapłaci za ściągniętą z chomika moją książkę? Historia zaczęła się tak: pewnego dnia zauważyłem specyficznych gości, odwiedzających moją stronę www.piotrlipinski.pl. Przychodzili z chomika i zmierzali do konkretnego miejsca – do okładki mojej książki „Ofiary Niejasnego”. Zajrzałem na chomikowe konta, z których do mnie przychodzili i jak łatwo zgadną, leżała tam moja „spiratowana” książka – „Ofiary Niejasnego”, wydany przez Prószyński i spółka zbiór reportaży z lat stalinizmu.

Wymyśliłem – po naradzie ze znajomymi na Facebooku – że wykonam kilka zabiegów technicznych i ci, którzy będą przychodzili z „chomika”, zobaczą stronę z propozycją, aby „zalegalizowali” ściągniętą książkę wpłacając 5 zł.

Uprzedzę przewidywania co bardziej racjonalnie myślących ludzi: niestety nie zyskałem w ten sposób bogactwa. Chociaż codziennie parę osób przychodziło do mnie z chomika, to nikt mi nie wrzucił do kapelusza pięciozłotówki. Taka kwota to mniej niż zgrzewka piwa, więc wydawałoby się, że nie jest zbyt wygórowana jak na cenę za książkę. Niektórzy jednak pewnie chętniej płacą za „sześciopak”, bo nie da się go ściągnąć z sieci.

Continue reading

Debata u premiera

Aktualizacja: idę na debatę. Zaproszono Internautów i stu obywateli. Zobaczę, czym różni się Internauta od obywatela :)

Wczoraj wieczorem dostałem zaproszenie do premiera na obywatelską debatę dotyczącą praw i wolności w Internecie. Spotkanie odbędzie się w poniedziałek.

Tymczasem jednak część blogerów ogłosiła bojkot. Argumentują, że debata ma być transmitowana – podejrzewają, że przez telewizję, choć ja z zaproszenia wywnioskowałem, że chodzi raczej o transmisję w Internecie. W każdym razie blogerzy wychodzą z założenia, że debata w obecności kamer to telewizyjne show, które w żadnym razie nie służy rzetelnej dyskusji. W gruncie rzeczy nie wiadomo też, kto ma w debacie uczestniczyć – poza premierem i ministrem Bonim – a przede wszystkim o czym właściwie mamy rozmawiać, bo temat „praw i wolności w Internecie” jest tak rozległy, że dyskusja szybko może całkowicie rozmyć się. Zwracają też uwagę, że wysyłanie zaproszenia w piątek wieczorem na spotkanie w poniedziałek nie sprzyja rzetelnemu przygotowaniu się do rozmowy.

Teraz więc mam dylemat: iść czy nie iść? Argumenty o bojkocie są w jakimś stopniu przekonywujące, ale kiedy ktoś proponuje rozmowę, to niezręcznie odwracać się.

„Przekrój”

W dzisiejszym „Przekroju” Milada Jedrysik publikuje tekst „Chomikuj? Pożyczaj? Kupuj?”. Opisuje w nim między innymi moje przygody z wydawaniem „Piątej Komendy” – co już wystarczyłoby, abym zarekomendował ten tekst :) – ale generalnie to ciekawy opis cyfrowej rewolucji, która dzieje się na naszych oczach. Szczególnie ciekawe są uwagi – zgodne z moimi podejrzeniami a propos przyszłości – że większego znaczenia nabiorą sieciowe biblioteki książek, filmów, muzyki. Bo kiedy książka traci fizyczną postać, to po co ją w ogóle kupować na własność? Lepiej wypożyczyć taniej i po prostu przeczytać. Gromadzenie u siebie tego, co w każdej chwili odnajdziemy w „chmurze”, przestaje mieć sens.

Linku do tekstu nie będzie, po „Przekrój” trzeba wybrać się do tradycyjnego albo cyfrowego kiosku.

„Piąta Komenda” w księgarniach:

Smashwords                    Apple iTunes               

Virtualo.pl                          Bezkartek.pl                                          Więcej o książce…

Moje krótkie ACTA

Było tak – jakieś 30 lat temu kupiłem na płycie winylowej kawałek koncertowej własności intelektualnej pewnego zespołu. Potem – na kasecie, bo było wygodniej. Potem na VHS, żeby obejrzeć. Potem na CD, bo lepiej brzmiało.

Kolejne edycje na DVD i Blu-Ray odpuściłem sobie na rzecz bardziej nieformalnego obiegu. Chciałbym teraz zapytać – kto kogo przez te lata bardziej zrobił w trąbę? Przemysł muzyczny mnie czy ja jego?

Przypomnę jeszcze znany fakt – przez wiele lat płyta CD była znacznie droższa od kasety magnetofonowej, choć koszty produkcji znacznie mniejsze, a cała reszta – marketing, reklama, sekretarka prezesa, takie same. I jeszcze wyrażę mój wewnętrzny żal – 10 lat temu sprowadzałem z Amazonu płyty DVD, bo choć koszmarnie drogie, to był większy wybór, niż w Polsce. Przemysł rozrywkowy pewnie wówczas uznał, że będę napalonym idiotą do końca życia. I pewnie tak by zostało, gdyby nie Internet – wreszcie mogę być tak samo wyrachowany, jak show-biznes.

Pewnego dnia na kasetach, płytach a nawet książkach pojawiły się hologramy. Ale rozwijając tę myśl (kolejne akapity dodaję w miarę rozmów ze znajomymi na Facebooku ) – o ile pamiętam, to wielu dzisiejszych właścicieli show-biznesu zarabiało na chałupniczo kopiowanych kasetach, co w ówczesnych czasach nie łamało polskiego prawa. Kupowałem te taśmy na tyłach Domów Towarowych „Centrum” w Warszawie z absolutnym przekonaniem, że wszystko jest w porządku. Tymczasem pod względem etycznym było to równie uczciwe, jak dziesięć lat później na Stadionie X-lecia. W jednym i drugim przypadku artysta nie dostawał złamanego grosza.

Nie łudzę się jednak, że to było największym problemem. Kłopot polegał na tym, że to wytwórnie nie dostawały pieniędzy.

Pewnego dnia więc zmieniliśmy prawo i owi etycznie piraci - bo jak ich ich inaczej nazwać – zgodnie z prawem wreszcie wykupili licencje i zaczęli sprzedawać płyty nie w kampingowych przyczepach na tyłach Domów Towarowych „Centrum”, ale w w coraz większych sklepach płytowych. Pewnego dnia na legalnych płytach pojawiły się hologramy. Dlaczego? Aby policjanci łatwiej odróżnili je od „piratów”. A potem hologramy trafiły na książki. mów. Dlaczego? Bo pokątnie nadwyżki nakładów sprzedawali drukarze. Ale to nie wszystko – bo teoretycznie uczciwe wydawnictwa wprowadzały do obiegu znacznie więcej egzemplarzy, niż meldowały zagranicznym autorom i ich polskim przedstawicielom. To historie sprzed zaledwie kilku lat. Nie chcę w ten sposób uprawomocnić piractwa, ale jedynie zwrócić uwagę na dwa fakty – nie jesteśmy w Polsce najgorszymi piratami na świecie i często niewiele różnimy się od pseudo-uczciwego show-biznesu.

Babcia Aleksandra i jej ACTA

Babcia Aleksandra od dzieciństwa słyszała o ACTA. Nauczyciele przecież mówili: – Nie ściągaj! I dla wzmocnienia przekazu walili linijką po rękach.

Ale po prawdzie babcia Aleksandra wciąż nie rozumiała, o co w tym ACTA chodzi. Zadzwoniła do Ojca Dyrektora. Zalecił modlitwę i wpłatę na rozgłośnię.

Włączyła program Znanej Dziennikarki. Ale tu zobaczyła tylko nowe buty.

Kontrowersyjny Poseł jak zwykle pokazał babci penisa. W ogóle jej się nie spodobał, bo był jakiś sztuczny.

Na skrzyżowaniu Starego i Nowego Świata babcia Aleksandra zagadnęła o ACTA policjanta. – To złote blachy – wyjaśnił.

- Cudów nie ma, trzeba w coś wierzyć – pomyślała babcia i poszła założyć swojego bloga.