Bolesław Niejasny

W młodości  Bolesław Bierut marzył o zdobyciu świętego Graala. W osiemnastym roku życia zasiadł do starosłowiańskiej wigilii przy stole ozdobionym swastyką z kłosów. Wybierał się do Brazylii, do Parany, aby budować Polskę wolną od zaborców.

Zmarł w Moskwie. Niektórzy uważają, że zabił go referat Chruszczowa, potępiający Stalina - Bierut obawiał się pytań, jakie mógłby usłyszeć po powrocie do Polski: dlaczego niewinnie skazywano ludzi?

Był pan kiedyś zakochany? - zapytał mnie stary komunista, gdy dociekałem, dlaczego poeci pisali wiersze dla Bieruta i Stalina, dlaczego Bierut słuchał Stalina, który przecież wcześniej wymordował jego towarzyszy z Komunistycznej Partii Polski.

OkladkaBoleslawNiejasnyprzodmala

- Tak - odpowiedziałem w sprawie zakochania.

- Rozumu w miłości jest niedużo. Ja nie wiem, dlaczego jestem zakochany. Nagle mnie trafia i już. Jestem gotów. Wie pan, ta kobieta może być w rzeczywistości podła i okrutna.

- Wiem.

- Ale pan wtedy tego nie widzi. Będę kochał, tak się zdarza, już do końca, tę jedyną kobietę.

- I tak pan kochał Stalina?

- Tak.

Tak mi dopomóż Bóg

W lutym 1947 r.  Bolesław Bierut ("Tomasz", "Wacek", "Kropidło") zakończył zaprzysiężenie na prezydenta słowami: "Tak mi dopomóż Bóg!". Aby pozostać w zgodzie z obowiązującym prawem, oficjalnie był wówczas bezpartyjny. To Stalin zadecydował, że Bierut wystąpi z partii i decyzję wziął na swoje sumienie (ludzie żartowali: Na biurku Bieruta stoi kilka telefonów. Ktoś pyta: - Który na Kreml? - Żaden, mam na ścianie głośnik).

Kilka dni po zaprzysiężeniu  Bolesław Bierut zaczął notować na kartkach białego papieru: "...nie jestem z usposobienia i zamiłowania pamiętnikarzem. Dowodem tego jest fakt, że przeżywszy 55 lat nie zdołałem się dotąd zebrać do tego rodzaju zadania, jakkolwiek życie upływało mi przeważnie wśród okoliczności i zjawisk odbiegających często od zwykłego, szarego, przeciętnego dla środowiska, z którego się wywodzę, biegu zdarzeń.

W ciągu tych minionych 55 lat tylko raz jeden uczyniłem próbę zwierzeń na piśmie, próbę zresztą nieudaną. Było to 12 lat temu. Znajdowałem się wówczas w ciągu kilkunastu miesięcy w samotnej celi więzienia mokotowskiego. Miałem zezwolenie na materiały piśmienne: zeszyt, pióro, ołówek. Czytałem wówczas wiele książek, które budziły we mnie różnorodne refleksje. W tych warunkach trudno było się oprzeć pokusie. Była jednak wielka przeszkoda obiektywna. Wszystko, co więzień pisał podlegało cenzurze administracji więziennej. To nie zachęcało do zbyt szczerych i swobodnych wynurzeń".

Więzienny zeszyt wspomnień Bieruta przepadł w czasie wojny.

"Moje przemówienie okolicznościowe - opisywał dalej zaprzysiężenie - pierwsze w ogóle przemówienie w nowym Sejmie - wysłuchane było z powagą, ale jakby nie wywołało szczególnego wrażenia. Nie wzbudziło żadnych odruchów sali poza ustępem sygnalizującym zakończenie".

Wspomnienia urywają się po kilku zaledwie stronach. 11 maja 1947 r. prezydent Bierut zanotował: "Od tygodnia trwa ciepła pogoda, która sprawia, że tegoroczna wiosna, aczkolwiek spóźniona, staje się niebywale piękna. Wszystko naraz zielenieje, kwitnie - czyniąc wrażenie gwałtownego wyzwolenia się wewnętrznego piękna i życia w przyrodzie".

Wstydliwy jak dziewczynka

- To był człowiek inteligentny, o bardzo dobrych manierach - opowiada profesor Andrzej Werblan, historyk, działacz PZPR, autor książki "Stalinizm w Polsce". - Wywierał doskonałe wrażenie na ludziach ze środowisk inteligenckich, z którymi rozmawiał. Przed wojną pracował jako drukarz, a to był zawód elitarny. Jeszcze w 1947 r., kiedy pracowałem w PPS-owskim "Robotniku", drukarze poprawiali nam teksty, byli partnerami dziennikarzy.

Jerzy Morawski, działacz PZPR: - Bierut był przeciwieństwem Gomułki. Gomułka impulsywny, Bierut skryty. Gomułka z inicjatywą, Bierut wyczekujący rozwoju wypadków. To musiało powodować konflikty między nimi.

Andrzej Friszke, historyk, w czasach PRL-u związany z opozycją demokratyczną: - Bierut był jak z tramwaju. Nie miał w sobie żadnego patosu, szary. To mogło mu zjednywać ludzi, wydawał się pomostem między zwyczajnym człowiekiem a establishmentem. Przez wiele lat pojawiały się publikacje, nawet w paryskiej "Kulturze", czy Bierut to Bierut. Czy on nie jest lipny, takie dziwne nazwisko. Może wzięli Rosjanina, nauczyli go polskiego. Dziwiło nazwisko Bierut, wydawało się zbitką nazwisk Biernacki i Rutkowski, kojarzonych z NKWD. Wynikało to prawdopodobnie z przekonania, że jak ktoś służy Rosjanom, to nie może być Polakiem. Ale była też inna legenda, że go Rosjanie zamordowali. A jeśli zamordowali, to znaczy, że chciał dobrze - mówi Andrzej Friszke. Szarość, bezbarwność - to cechy, z którymi do dziś ludzie kojarzą Bieruta. Kiedy rozmawiałem z jego towarzyszami partyjnymi, z historykami, czytałem dokumenty, nie mogłem zrozumieć, jak równie nijaka osoba mogła po wojnie stać się najważniejszą w Polsce. Może pomagał mu przypadek? Bierut ocalał, kiedy Stalin wymordował polskich komunistów w 1937 r., bo akurat siedział w więzieniu w Polsce. Już kilka lat później tacy właśnie komuniści stali się potrzebni Stalinowi do prowadzenia polskiej polityki. W czasie wojny został przewodniczącym Krajowej Rady Narodowej, mimo że początkowo był w ogóle przeciwny powołaniu KRN. Przewodniczący KRN to w komunistycznym państwie podziemnym odpowiednik powojennego prezydenta. Przypadek prowadził Bieruta do najwyższego stanowiska w powojennej Polsce. Bierut wydał mi się Forrestem Gumpem polskiego komunizmu, pozbawionym jednak uroku filmowego odpowiednika.

W czasach, kiedy rządził Polską, komunizm nie był tylko ideologią, był wiarą. Bogiem była partia, papieżem - Stalin, a jedyną drogą do zbawienia - rewolucja. Wystarczająco duża dawka wiary zastępowała wiedzę i zdolności osobiste.

Jaki był przed wojną? Ludzie, którzy go znali w młodości, już nie żyją. Pozostały tylko pisemne relacje, gromadzone przez historyków Zakładu Historii Partii. Zgromadzono je w archiwum KC PZPR, a po rozwiązaniu partii - przeniesiono do Archiwum Akt Nowych.

Wanda Papiewska (siostra Jana Hempla, który wywarł szczególny wpływ na nastoletniego Bolka) tak zapamiętała Bieruta z lat młodości (niepublikowane wspomnienia z AAN): "Posiadał zdumiewającą, jak na swój wiek i warunki, w których go wychowywano, kulturę zewnętrzną i takt: nigdy nie klął, nie używał ordynarnych wyrażeń. Wręcz przeciwnie, był bardzo skromny, a nawet nieśmiały. Znana była jego skłonność do rumienienia się. Mówiono, że jest wstydliwy jak dziewczynka".


Recenzja "Bolesława Niejasnego" napisana przez Krzystofa Teodora Toeplitza.

Recenzja "Bolesława Niejasnego" napisana przez Włodzimierza Kalickiego.










© www.piotrlipinski.pl 2012