Recenzja książki "Bolesław Niejasny"

KRZYSZTOF TEODOR TOEPLITZ

Rozjaśnić Bieruta

Kreowanie przez propagandę partyjną postaci Bieruta jako kogoś wyrozumiałego, opiekuńczego pozostaje w rażącej sprzeczności z polityczną rolą, jaką odegrał on jako inicjator procesów przeciwko prominentom Kościoła i jako nadzorca oraz gorliwy czytelnik dokumentów śledczych związanych z fabrykowanymi procesami "wrogów"

OkladkaBoleslawNiejasnyprzodmala

Piotr Lipiński, autor książek i artykułów, których przedmiotem są głównie postacie i wydarzenia z czasów Polski Ludowej, przedstawia się na okładce swojej książki "Bolesław Niejasny" jako "reporter historyczny". Dlatego też interesują go "wszystkie newsy, pod warunkiem że były nimi przynajmniej pół wieku temu". A więc na przykład - jak twierdzi - "głęboko przeżywam fakt, że Bolesław Bierut w młodości, prawie sto lat temu, zasiadał do starosłowiańskiej wigilii przy stole ozdobionym swastyką z kłosów". Przy czym - co od razu należy wyjaśnić czytelnikom - owa swastyka nie miała wówczas niczego wspólnego ze znaczeniem, jakie nadał jej później hitleryzm, lecz jako znak słońca błąkała się po różnych na poły mistycznych, w tym także słowianofilskich ideologiach i sektach.

Dlaczego właśnie on?

Interesujące, że literatura poświęcona Bierutowi, a powstająca już po roku 1989, jest stosunkowo bogata, kto wie nawet, czy nie bogatsza niż ta, która dotyczy innych I sekretarzy KC PZPR, a więc ludzi, którym ówczesny system polityczny przyznawał największą, często rozstrzygającą władzę w kraju. Składają się na nią zarówno opracowania historyków, w tym prof. Andrzeja Garlickiego, jak i biografie pisane przez jego bliskich, m.in. syna Jana Chylińskiego, wreszcie rozsiane relacje prominentnych postaci ówczesnego reżimu, z których sporą część zgromadziła Teresa Torańska w swojej głośnej książce "Oni".

Piotr Lipiński dotarł do innych jeszcze, coraz już mniej licznych osób, które stykały się z Bierutem w różnych okresach jego życia, sumiennie też przeczesał dostępne materiały archiwalne, aby w rezultacie nadać swojej książce tytuł "Bolesław Niejasny", przyznając niejako w ten sposób, że mimo zgromadzonego materiału nie udało mu się do końca "wyjaśnić" Bieruta, a więc dotrzeć do jakiejś definitywnej prawdy na jego temat lub też odnaleźć motyw stanowiący klucz zarówno do jego osobowości, jak i zadziwiającej kariery politycznej. Nie wydaje się bowiem takim motywem skojarzenie, które autor podsuwa w podtytule swojej książki, mówiąc o Bierucie jako "Forreście Gumpie polskiego komunizmu", a więc w istocie prostaczku, którego przypadek czyni multimilionerem, z czego on sam do końca nie zdaje sobie nawet sprawy.

To prawda, że historia, a także teraźniejszość, podsuwać może przykłady takich "przypadkowych karier" na wzór Forresta Gumpa. Skoro jednak jesteśmy już przy skojarzeniach filmowych, to stosowniejszy, choć także nie do końca, wydaje mi się amerykański film "The Best Man" o wyborach prezydenckich, w których - na skutek zajadłej rywalizacji pomiędzy dwoma antagonistycznymi, lecz wyrazistymi kandydatami - zwycięzcą zostaje kandydat wcale nie najlepszy, ale najmniej jaskrawy i przez to jakoś najmniej "szkodliwy" dla otoczenia politycznego. Bohater tego filmu zdaje sobie jednak doskonale sprawę z wysokości stawki, o którą gra, a także stara się dopomagać swojej szansie. Pozycja Bieruta była zbyt wysoka i zbyt łakoma dla tych, którzy mieli ochotę na władzę, aby naprawdę mógł ją zająć "każdy", byle kto, Forrest Gump.

Pozostaje więc nadal pytanie - dlaczego Bierut? W tym miejscu jednak Piotr Lipiński, podobnie jak inni biografowie Bieruta, natrafia na trudność niełatwą do przeskoczenia. Tworzą ją co najmniej dwie okoliczności.

Po pierwsze, trudno jest odnaleźć coś, co można by nazwać "linią Bieruta" w historii polskiego komunizmu. Gdy porównuje się go z innymi I sekretarzami KC PZPR, widać to dość wyraźnie. Mimo że wszyscy oni działali w tych samych granicach zakreślanych przez ideologię i w tych samych lub podobnych uwarunkowaniach stwarzanych przez nacisk Kremla, co nie sprzyjało samodzielności, z całą pewnością mówić jednak można o "linii Gomułki" (który w dodatku w pierwszym okresie swojej władzy, a więc do roku 1949, działał w tych samych okolicznościach co Bierut, przede wszystkim jeszcze za życia Stalina), "linii Gierka" czy "linii Jaruzelskiego". Jedynie "linia Bieruta" wymyka się wszelkim próbom definicji, podsuwając podejrzenie, że "linią" tą była po prostu transmisja decyzji i życzeń Stalina dotyczących Polski i jej miejsca w globalnej polityce prowadzonej przez Kreml.

Zawodowiec z drugiego rzędu

Trudno jest podważyć ten trop i po nim w dużej mierze posuwa się "reportaż historyczny" Lipińskiego. Nie daje to jednak odpowiedzi na pytanie dalsze - dlaczego spośród dość przecież licznych kandydatów gotowych spełniać rolę takiej transmisji właśnie na Bieruta padł ten wybór i w rezultacie dookoła jego osoby budowany był także lokalny "kult jednostki" stanowiący wówczas nieodzowny rytuał władzy?

Tu odpowiedź wydaje się jeszcze bardziej skomplikowana, wymagająca uwzględnienia większej ilości czynników, wśród których zresztą czynnik agenturalności, powiązania z radzieckimi służbami wywiadowczymi czy NKWD wydaje mi się stosunkowo najmniej istotny. Lipiński nie demonizuje go zresztą i jego dociekania, czy Bierut był, czy też nie był agentem, rozpływają się w pewnym momencie, nie prowadząc, i słusznie, do żadnych definitywnych wniosków. Bierut był zawodowym pracownikiem partyjnym nielegalnego przecież w Polsce przedwojennej aparatu partyjnego KPP, a także był zawodowym pracownikiem Kominternu, o czym świadczy ciekawie opisany przez Lipińskiego jego epizod pracy partyjnej w Bułgarii. Otóż nie trzeba żadnej przenikliwości, aby zrozumieć, że praca w takich okolicznościach znajduje się zawsze na niejasnej granicy pomiędzy działalnością polityczną a powiązaniami z wywiadem państwa sprzyjającego tej działalności, którym w wypadku polskich komunistów był Związek Radziecki. Ktoś musiał przecież organizować środki materialne na tę nielegalną działalność, organizować przerzuty przez granicę, kontakty, miejsca spotkań i nie czynili tego wyłącznie ideowi sympatycy ruchu czy prywatni sponsorzy. Gdzie więc w takich okolicznościach kończą się powiązania partyjne czy ideowe, a gdzie zaczyna wsparcie wywiadu, jest często dla samych zainteresowanych niełatwe do odróżnienia, jak i to zresztą, gdzie kończy się próba opisu czy analizy sytuacji, w której się działa, od wywiadowczego raportu, za jaki podobne analizy mogą zostać uznane. Rozwikłanie tego wątku nie jest więc możliwe, a także jest bezcelowe, ponieważ nie stanowi żadnej szczególnej cechy wyróżniającej ludzi zaangażowanych w zawodową, "aparatową" komunistyczną działalność konspiracyjną zarówno przed wojną, jak i w warunkach wojennej okupacji w Polsce. Jest pewne, że "nacjonalista" Gomułka korzystał w czasie wojny z tych samych mechanizmów kontaktu radiowego, zrzutów lotniczych czy punktów kontaktowych, z których korzystali jego "internacjonalistyczni" przeciwnicy, wśród których umieścić należy także Bieruta.

Różnice zaczynają się natomiast w tym punkcie, w którym dla jednych powiązania te oznaczają jedynie środki do realizacji ich celów, dla drugich zaś stają się całożyciową obligacją determinującą ich dalsze postępowanie. Przytoczony przez Lipińskiego - znany zresztą - fakt, że podczas głosowania Biura Politycznego w sprawie odwołania "specjalistów radzieckich" z polskiej służby bezpieczeństwa jedynie Rokossowski i Bierut byli temu przeciwni, zdaje się pokazywać, że Bierut należał raczej do tej drugiej kategorii.

Ważniejsze jednak niż powiązania agenturalne wydają się w wypadku kariery Bieruta dwie inne okoliczności. Pierwszą z nich jest oczywiście likwidacja w ramach stalinowskich czystek lat 30. całej praktycznie kadry kierowniczej KPP. Bierut przed wojną odgrywał w partii rolę znikomą, podrzędną. Gdyby w okresie, kiedy desygnowano go na przewodniczącego konspiracyjnej Krajowej Rady Narodowej i - co ważniejsze - na szefa państwa i partii, żył ktokolwiek z tradycyjnego kierownictwa KPP, prawdopodobnie Bierut zostałby w drugim szeregu. Chociaż nie było to nieuchronne, a to z uwagi na drugą okoliczność, którą stanowiły względy narodowościowe. Uważało się (choć nie wiem, na ile jest to ścisłe, nigdy tego nie sprawdzałem), że spośród członków KC przedwojennej partii uchował się przez okres czystek i wojny tylko jeden, a mianowicie Franciszek Fiedler, który wezwany do Moskwy odmówił wyjazdu z Francji. Po wojnie jednak zarówno na skutek tej niesubordynacji, jak i swego pochodzenia Fiedler został zaledwie redaktorem "Nowych Dróg", partyjnego pisma ideologicznego, co i tak zresztą było niezłym dla niego rozwiązaniem. Stalin prowadził bowiem w Polsce w kwestii narodowościowej przewrotną grę odnoszącą się zwłaszcza do aparatu partii i władzy. Będąc niewątpliwym antysemitą, uważał, że komuniści pochodzenia żydowskiego są elementem wykorzenionym, niewrażliwym na tradycyjne przywiązania narodowe Polaków i oczywiście mniej podatnym na wpływ Kościoła, co czyniło ich jego zdaniem godnymi zaufania, np. w służbie bezpieczeństwa. Z drugiej jednak strony przestrzegał "czystości rasowej" na stanowiskach reprezentacyjnych. Pod tym zaś względem pochodzenie Bieruta nie budziło wątpliwości i chociaż szeptana opinia powątpiewała niekiedy w autentyczność jego - całkowicie zresztą autentycznego - nazwiska (podejrzewając w nim np. zbitkę nazwisk Bieńkowski - Rutkowski), o tyle nie spotykało się raczej pomówień o jego żydowskie korzenie. Dawało mu to niewątpliwą przewagę nad wieloma innymi pretendentami do pierwszoplanowej roli w Polsce, zwłaszcza w okresie wojny i tuż po wojnie.

Mowa tu głównie o zewnętrznym, radzieckim poparciu dla Bieruta, ponieważ jego polityczne zaplecze w podziemnej PPR nie wydaje się w tym czasie silne, a w każdym razie było ono słabsze niż zaplecze Gomułki, jego głównego konkurenta. Bierut, który przed wojną przez długie okresy przebywał poza krajem, miał pewne poparcie w ruchu spółdzielczym i jeszcze po latach, pod koniec swego życia, staruszek Stanisław Szwalbe wyrażał się o nim jako o spółdzielcy raczej ciepło.

Także na tle powojennych przywódców komunistycznych w krajach tzw. demokracji ludowej Bierut był pewną osobliwością. Tuż po wojnie kierownicze funkcje w państwach i partiach bloku socjalistycznego starano się obsadzać ludźmi, których życiorysy czyniły z nich niejako symbole toczonej wcześniej walki. Na czele Bułgarii stanął Georgi Dymitrow, postać wręcz legendarna od czasu słynnego procesu o podpalenie Reichstagu, potem zaś wieloletni formalny przywódca Kominternu. Jugosławią rządził Josip Broz-Tito, dowódca największej armii partyzanckiej w okupowanej Europie i faktyczny wyzwoliciel kraju. W Czechosłowacji jeszcze przed tzw. przewrotem lutowym premierem rządu został Klement Gottwald, który już w 1929 roku był sekretarzem generalnym legalnie działającej partii komunistycznej. Na Węgrzech szefem partii i państwa był Matyas Rakosi, znany już podczas węgierskiej Republiki Rad w roku 1919 jako komendant jej policji i minister. Rumunią rządził Gheorghe Gheorghiu-Dej, wieloletni sekretarz partii przed wojną, NRD wreszcie symbolizował Wilhelm Pieck, współzałożyciel wraz z Liebknechtem i Różą Luksemburg historycznego Spartakusa. Wśród nich Bierut był nikim. Kto wie jednak, czy to właśnie nie umacniało jego pozycji w rachubach Stalina. Wprawdzie nikt z tych znanych przywódców, poza Tito, nie wypowiedział mu posłuszeństwa, a wszyscy przeszli szkołę kominternowskiej dyscypliny, Stalin zdawał sobie jednak sprawę z tego, że zdezawuowanie np. Dymitrowa byłoby bardziej kłopotliwe niż pozbycie się Bieruta, gdyby zaistniała taka potrzeba. Opisywana przez Lipińskiego scena wulgarnej reprymendy, jaką Bierut otrzymał od Stalina i Mołotowa, zdaje się potwierdzać to przypuszczenie.

Ten osobliwy układ miał pewien wpływ na sposób budowania legendy Bieruta w okresie jego rządów w Polsce. Splatało się to zresztą z jego cechami osobistymi, na co Lipiński zwraca sporo uwagi w swojej książce. Bierut był samoukiem, należał jednak do tych rozbudzonych umysłowo młodych ludzi z warstw niższych, którzy uporczywie, choć chaotycznie szukają odpowiedzi na nękające ich pytania. Młodość Bieruta daje się umieścić w granicach socjologicznej i psychologicznej prawidłowości dotyczącej tej grupy. Mieści się tu więc zarówno owa "wigilia ze swastyką", młodzieńcze projekty wyjazdu do Ameryki Południowej, jak i działalność spółdzielcza, a w rezultacie zaś komunizm jako odpowiedź najbardziej uniwersalna i definitywna. Był on także, co ważne, zecerem, który to zawód wytwarza szczególny stosunek do literatury i słowa drukowanego. Jest znanym faktem, że Bierut jako prezydent systematycznie przesyłał w dniu imienin kwiaty Marii Dąbrowskiej, którą darzył szczególną estymą.

Wychowanek szkoły spisku

Jest to formacja dość typowa dla awansujących umysłowo przedstawicieli proletariatu w pierwszej ćwierci stulecia, ale z takiej osobowości dość trudno było zrobić w propagandzie partyjnej "płomiennego przywódcę" czy też zahartowanego w bojach rewolucjonistę, a próby podejmowane w tym kierunku wyglądały raczej niepoważnie. Dlatego też kreacją znacznie stosowniejszą dla osoby Bieruta okazała się kreacja "ludzka" - skromna i ojcowska zarazem. I oto ta właśnie kreacja, niemożliwa dla wielu innych, dla Gomułki na przykład, okazała się w paradoksalny sposób źródłem siły Bieruta jako szefa państwa przekładającej się także na pewien rodzaj jego popularności społecznej.

Trzeba bowiem pamiętać, że społeczeństwo polskie w okresie tużpowojennym, a więc tym, na który przypadają rządy Bieruta, było przede wszystkim społeczeństwem pogruchotanym zarówno przez wojnę, jak i przez rewolucyjne zmiany, które nastąpiły zaraz po niej. Jego marzeniem był moment wytchnienia, odrobina stabilizacji. Na tym tle kreacja postaci prezydenta, a także szefa partii, który niesie w sobie cechy wyrozumiałości, opiekuńczości, pewnej delikatności czy też taktu, aczkolwiek w dużej mierze zmanipulowana, niosła jednak pewne cechy kojące, na które istniało społeczne zapotrzebowanie. Jednym z dowodów na to był naprawdę tłumny udział - także całkiem prywatnych ludzi - w uroczystym pogrzebie Bieruta.

Największy paradoks polega na tym, że ta kreacja, wyprowadzona, jak wynika to także z książki Lipińskiego, również z autentycznych cech osobowości Bieruta, pozostaje w rażącej sprzeczności z polityczną rolą, jaką odegrał on zarówno jako pogromca "gomułkowszczyzny", czyli "odchylenia prawicowo-nacjonalistycznego" w partii, jako inicjator procesów przeciwko prominentom Kościoła i aresztowania kardynała Wyszyńskiego - co nastąpiło już po śmierci Stalina, a więc bez nacisku z jego strony - wreszcie jako nadzorca i gorliwy czytelnik dokumentów śledczych związanych z fabrykowanymi procesami "wrogów". Z rolą Bieruta jako szefa partii i państwa w najbardziej jaskrawym, a być może jedynym autentycznym, ze wszystkimi jego atrybutami, okresie polskiego stalinizmu. Na koniec więc warto zastanowić się nad tą sprzecznością. Otóż w większości, zwłaszcza pisanych obecnie, prac poświęconych ludziom i wydarzeniom z okresu wojny i lat powojennych umyka zazwyczaj motyw, bez którego ich zrozumienie, a zwłaszcza zrozumienie postaw i działań komunistów, jest prawie niemożliwe. Chodzi tu mianowicie o to, że komuniści w Polsce uważali się, nie bez pewnych podstaw, za jedyną partię, której udało się prawidłowo przewidzieć zarówno przebieg wojny w naszym regionie Europy, jak i realia polityczne Europy pojałtańskiej i znaleźć na nie praktyczną odpowiedź. Jest to fakt niepodważalny, którego nie przekreślają wydarzenia, które nastąpiły pół wieku później i których świadkami jesteśmy obecnie, ani też nie przesądza ciągle dyskusyjna ocena moralna podjętych w wyniku tej sytuacji działań. To przekonanie o politycznej dalekowzroczności wsparte było również przemawiającymi do doświadczenia społecznego faktami takimi jak klęska 1939 roku czy daremność i dramat Powstania Warszawskiego. Komuniści więc widzieli siebie samych jako grupę mniejszościową, przed wojną wręcz marginalną i prześladowaną, po wojnie zaś nie akceptowaną przez sporą część społeczeństwa, którego wrogość często mogli byli odczuwać, ale za to obdarzoną słusznością, której inni byli pozbawieni. Budowało to szczególny i wysoce niebezpieczny typ relacji pomiędzy władzą a społeczeństwem. Władzą, która zna słuszne rozwiązania, i społeczeństwem, które w naiwny sposób ulegać potrafi najrozmaitszym zwodniczym perswazjom, np. rządu w Londynie czy krajowym ośrodkom opozycji, np. kościelnej. Jest to klimat w oczywisty sposób sprzyjający dyktaturze, łamaniu wszelkiego oporu w imię posiadanej - i w dodatku sprawdzonej politycznie - prawdy, a także ideologicznej inkwizycji. Dość częste porównania ortodoksyjnych partii komunistycznych do fanatycznego zakonu wzmacniało dodatkowo praktyczne doświadczenie ludzi wychowanych przez działania podziemne, konspiracyjne, a więc uczulonych na agenturalność, prowokację, dywersję. Uczulenie to rozbudowywał i potęgował świadomie stalinizm, według którego (np. według "Krótkiego kursu historii WKP (b)") całe dzieje ZSRR są historią spisków, wrogich podstępów i skrytych złowieszczych frakcji. Bierut był wychowankiem tej szkoły. Kiedy czytam u Lipińskiego, że wśród osób bliskich wyrażał zdumienie wobec coraz to nowych "demaskacji" wrogów nawet w najbliższym swoim otoczeniu - których śledztwa sam równocześnie drążył własnymi "pytajnikami" przekazywanymi śledczym - gotów jestem nawet uwierzyć, że nie jest to czysty cynizm, ale nieuleczalna deformacja umysłowa.

W ostatnim okresie swego życia Bierut pozostawał coraz bardziej samotny w szponach tej deformacji. Ludzie bystrzejsi od niego, jak Jakub Berman czy Roman Zambrowski, szybciej zorientowali się w zmianie sytuacji, jaką przyniosła śmierć Stalina i zabicie Berii. Decyzję o wypuszczeniu z więzienia Mariana Spychalskiego Biuro Polityczne podjęło pod nieobecność Bieruta, który wyjechał do Moskwy, skąd już nie wrócił żywy. Fakt, że śmierć ta nastąpiła w czasie demaskującego Stalina XX Zjazdu KPZR, nadaje jej wyraz symboliczny. Materiał zaprezentowany w książce Lipińskiego o Bierucie nie jest historyczną ani psychologiczną syntezą okresu rządów Bieruta. Jest jednak "reportażem historycznym", który pozwala rozjaśnić nieco półmrok otaczający tę postać.

 

Recenzja "Bolesława Niejasnego" napisana przez Włodzimierza Kalickiego.












© www.piotrlipinski.pl 2012