Recenzja książki "Humer i inni"

PAWEŁ SMOLEŃSKI

Humer i inni

Opisywanie zbrodni to nie szczepionka, nie ma właściwości profilaktycznych. Bo gdyby było inaczej, wystarczyłyby książki o Dzierżyńskim i funkcjonariuszach CzeKa, żeby Adam Humer, szef departamentu śledczego polskiego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, nigdy nie istniał.

Lecz zbrodnia tak łatwo się nie daje. Zobaczmy bowiem, jak Humer kryje się w sloganach: "Myśmy walczyli o niepodległą Polskę bez obszarników, bez kapitalizmu, bez okupacji ziem ukraińskich, litewskich i białoruskich". Jak jest niewinny: "W telewizji pokazali moją twarz i zaczęła się nagonka. Wszystkim wydaje się, że to ja ich biłem". Jak zabiega o zrozumienie: "Polecałem stosować bicie terrorystów, aby zdobyć informacje o planowanych zabójstwach albo składach broni". Wszystko to mówił, gdy wydawało się, że winien prosić o przebaczenie.

Okladka-Humer-mala

Portret zbrodni naszkicował mój redakcyjny kolega Piotr Lipiński. Miał 25 lat, gdy pierwszy raz rozmawiał z Humerem, podówczas 75-letnim aresztantem czekającym na proces w warszawskim więzieniu przy ulicy Rakowieckiej. Zapisał w książce kilka lat procesu (od początku w grudniu 1992 r. do wyroku ogłoszonego w marcu 1996 r.), podczas którego przewertowano tomy akt, odkopano wiele dawno przebrzmiałych szczegółów, wreszcie... zmarło trzech współoskarżonych, a po wyroku - troje świadków. To jedyna książka o tamtym procesie.

Okładka pierwszego wydania 

Podoba mi się konsekwencja, z jaką Piotr chodził na kolejne rozprawy, choć - opowiadał - z biegiem czasu widownia na sali była coraz mniej liczna, a zainteresowanie coraz skromniejsze. I to, że w książce nie daje łatwych i kategorycznych odpowiedzi.

Bo można wiedzieć na pewno, jak cytowany przez Piotra Stefan Niesiołowski: "Humer był ubekiem, który w latach stalinowskich mordował i torturował więźniów. Gdyby komunizm obalono w 1948 roku, Humer zostałby powieszony. A że częściowo go obalono w 1989 roku, powinien iść do więzienia. Jego zaawansowany wiek może być okolicznością łagodzącą. Taką na przykład, że starego człowieka nie skazuje się na śmierć".

Albo - jak od siebie dodaje Piotr: "Czy ludzi tak starych należy sądzić i karać? Prawo odpowiedziało - tak, osądzić, i to surowo, nazwać zbrodnią ich czyny. Ale kary nie wykonywać, bo to nieludzkie". Choćby dlatego, by sędziego nie ustawiać na jednym poziomie z oprawcą.

Piotr Lipiński: "Humer i inni", Cinderella Books, 1997












© www.piotrlipinski.pl 2012