Piąta Komenda

W tej historii nie ma nic pewnego. Prawie każdy okazuje się kimś innym. Lis udaje tygrysa, a być może w rzeczywistości jest kameleonem.

Ludzie, którzy znają prawdę, nie żyją. Albo nie chcą mówić. Albo w ogóle nie ma prawdy, stała się gąszczem pomówień, którego dziś nikt nie rozwikła.

Wielu bohaterom tej historii tworzono fałszywe życiorysy. W końcu pewnie sami w nie uwierzyli.

piatasrednia

Zacznijmy od przedstawienia dwóch zbiorowych bohaterów tej opowieści, kryjących się pod skrótami WiN   i MBP.

Podziemna organizacja powstała dlatego, że po II wojnie światowej Polska tylko pozornie odzyskała wolność. Po niemieckiej okupacji władzę objęli komuniści, bezwarunkowo poddający się zwierzchnictwu Związku Radzieckiego. Reszta społeczeństwa - czyli zdecydowana większość - próbowała odnaleźć swoje miejsce w kraju, który na mocy międzynarodowych porozumień stał się strefą wpływu Józefa Stalina.WiN był ideowo związany z rozwiązaną Armią Krajową. Miał stać się organizacją cywilną - stąd nazwa dowództwa: „zarząd”. Nie zamierzał prowadzić działalności zbrojnej - a raczej dopomóc były AK-owco w ujawnieniu się i powrocie do normalnego życia. 

Ebook w księgarniach 

VIRTUALO   MERLIN  EMPIK 

SMASHWORDS APPLE ITUNES


Szybko jednak okazało się, że trudno powstrzymywać się od używania broni, kiedy komuniści sieją terror. WiN nabrał wojskowego charakteru. Sami żołnierze zaczęli zwyczajowo nazywać swoje kierownictwo „komenda” zamiast „zarząd”.

Druga zbiorowa postać tej historii kryje się pod skrótem MBP. To powołane również w 1945 r. Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego (MBP) - jedna z najstraszliwszych instytucji komunistycznej Polski. Zajmowało się zwalczaniem przeciwników narzuconego Polsce ustroju. Podlegały mu Urzędy Bezpieczeństwa. Funkcjonariusze MBP i UB słynęli z przemocy i stosowania tortur. To oni zajmowali się wyłapywaniem żołnierzy WiN.

Do grudnia 1947 r. działały cztery kolejne zarządy, częściej zwane komendami WiN. Ich historia to dzieje setek aresztowań, dziesiątków wykonanych wyroków śmierci.

W 1950 r. przed sądem postawiono IV Komendę. Komendanta Łukasza Cieplińskiego skazano na pięciokrotną karę śmierci i 30 lat więzienia. Adama Lazarowicza, zastępcę komendanta, na czterokrotną karę śmierci i 33 lata więzienia. Jednego dnia, 1 marca 1951 r., stracono na Mokotowie prawie całą IV Komendę WiN: siedem osób. Dziś rocznicę tego wydarzenia obchodzimy jako Dzień Żołnierzy Wyklętych.

Ostatni żyjący członek IV Komendy WiN to Ludwik Kubik. Nie chce wracać do tamtych wydarzeń, mówi, że ciągle przeżywa śmierć kolegów.

Aresztowanych członków IV Komendy WiN jeszcze przesłuchiwano na Mokotowie, gdy w 1948 r. powstała V Komenda WiN. Była mistyfikacją. 

Stworzył ją III Departament Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, zajmujący się walką z podziemiem. Celem V Komendy, zwanej grą „Cezary”, było ostateczne rozbicie WiN w Polsce i infiltracja zagranicznej Delegatury WiN. Za jej pośrednictwem - zachodnich wywiadów.

Była to największa prowokacja komunistycznego kontrwywiadu w Polsce. Zgodnie z danymi MBP kierowało nią 67 funkcjonariuszy UB. Według Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (poprzedniczki obecnego Instytutu Pamięci Narodowej) po zakończeniu prowokacji „Cezary” aresztowano 139 członków WiN, na więzienie skazano 55, na śmierć - 15. Dane są prawdopodobnie niepełne. Historycy sądzą, że represje mogły objąć ponad pół tysiąca osób.

Po tych wyliczeniach czas na najważniejsze – ludzi, których dotknęła historia.

Ostatni kurier

Pierwszy ludzki bohater tej opowieści to Adam Boryczko.

- Adam siedział w Rawiczu, Strzelcach Opolskich, na koniec we Wronkach – opowiada Józefa Adamczyk. - W sumie czternaście lat, do tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego siódmego roku.

Trzy razy zakładał głodówkę. Miał na czole bliznę po pobiciu. Opowiadał, jak wrzucali go nagiego do celi    z zimną wodą, świecili po oczach lampami. Kazali mu się rozbierać, szufladą ściskali narządy.

Józefa Adamczyk nie kryje wzruszenia, gdy opowiada o Adamie Boryczce. Towarzyszyła mu przez ostatnie lata jego życia.

Adama Boryczkę aresztowano w 1954 r., zarzucono współpracę z Niemcami. Skazano na dożywocie.

Rzecz jasna prawdziwy powód uwięzienia był zupełnie inny.

***

Adam Boryczko, „cichociemny”, był szefem Kedywu okręgu Wilno Armii Krajowej i zastępcą dowódcy VI Brygady Wileńskiej. Po wojnie - co dla tej historii - najważniejsze był kilkakrotnie kurierem Delegatury WiN do kraju.

W 1967 r. Radę Państwa zasypały listy z prośbą o uwolnienie Boryczki. W podpisach znalazły się dziesiątki nazwisk i pseudonimów AK-owskich: „Wiking”, „Rojec”, „Warta”, „Kruk”, „Grzmot”, „Agaton”. Pisali też Antoni Pajdak, działacz PPS, były zastępca Delegata Rządu RP na Kraj oraz literaci Melchior Wańkowicz, Stanisław Strumph Wojtkiewicz, i Jan Dobraczyński.

Pisarz Wojciech Żukrowski oceniał: „Polskę Ludową stać na wielkoduszność, jest zbyt mocna, by musiała aż po zgon trzymać pod kluczem Boryczkę”.

Już dziesięć lat wcześniej, w okolicach 1956 r. uwolniono większość osób niesłusznie skazanych. Boryczko był chyba ostatnim więźniem politycznym okresu stalinizmu. Czyżby wiedział coś, co należało długo trzymać w tajemnicy?

***

Koniec 1952 roku. Za kilka miesięcy umrze Stalin. W warszawskim Arsenale trwa wystawa „Oto Ameryka”.

Marek Hłasko w „Pięknych dwudziestoletnich” opisuje ją: „Nazbierano do cholery i trochę eksponatów: pistolety dla szpiegów, bomby napalmowe, komiksy zrobione z «Braci Karamazow» i trupy jakichś Murzynów. Skutki wystawy były straszliwe; godzinami czekało się w kolejce na wejście, gdyż ludzie chcieli zobaczyć cokolwiek amerykańskiego (...). Jest to miłość nieszczęśliwa; miłość bez cienia wzajemności; i już chyba ostatnia”.

***

Gdy ludzie zwiedzali wystawę „Oto Ameryka”, rozgrywał się ostatni wielki dramat powojennego podziemia. 28 grudnia 1952 r. Polska Agencja Prasowa doniosła o ujawnieniu się V Komendy WiN. 

Na scenę wkraczają dwaj kolejni – tym razem negatywni – bohaterowie tej opowieści. To J. J. Kowalski „Kos”, komendant WiN, i Stefan Sieńko „Wiktor”, jego zastępca. Właśnie przekazali władzom bezpieczeństwa broń, radiostacje, szyfry oraz ponad milion dolarów. Dolary – jak skrupulatnie zaznaczyła prasa - otrzymali od wywiadu USA.

Gazety podały treść oświadczenia tych dwóch ludzi, „Kosa” i „Wiktora”: „Kierowaliśmy organizacją wtedy, kiedy na naszych oczach w Warszawie rosły nowe dzielnice mieszkaniowe, dziesiątki nowych fabryk, kiedy zaczęto wznosić Nową Hutę, kiedy odbudowywał się stary Gdańsk (...). Będziemy organizację stopniowo likwidowali”.

***

Po opublikowaniu oświadczenia o ujawnieniu się V Komendy WiN, Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego zbadało nastroje społeczne. Według MBP „robotnicy kopalni” oceniali, że „Naród polski widzi swoje osiągnięcia, nawet małe dzieci rozmawiają o tym, jak było dawniej, a jak jest dzisiaj. Nasyłanie szpiegów przez imperializm amerykański z dnia na dzień ukraca się”.

MBP odnotowało także: „Silne poruszenie wywołało «oświadczenie» wśród b. członków wrogich organizacji - AK, WiN, NSZ, UPA, w środowiskach klerykalnych, prywatnej inicjatywy itp. (...).

Najbardziej absorbowały te środowiska zagadnienia, czy kierownicy WiN-u zgłosili się dobrowolnie, czy    od kiedy byli agentami UB, dlaczego mając do dyspozycji milion dolarów nie uciekli za granicę, czy zostaną aresztowani, a nawet otruci”.

***

W komunizmie zawsze realizują się czarne scenariusze. Obawy ludzi potwierdziły się. Zaczęły się procesy.

Wystawa „Oto Ameryka” wzbogaciła się o nowe eksponaty: hełmy, pasy z kieszonkami na pieniądze i rewolwery, ampułki z trucizną i tzw. beacon, czyli przyrząd do naprowadzania samolotów na miejsca zrzutów. Wyposażenie to odebrano Stefanowi Skrzyszowskiemu i Dionizemu Sosnowskiemu. Obaj uciekli z Polski, trafili do Delegatury WiN, zostali przeszkoleni na Zachodzie i zrzuceni do Polski z amerykańskiego samolotu.

W 1953 r. urządzono im pokazowy proces, nagłośniony jako ostateczna rozprawa z WiN-owskimi dywersantami. „Trybuna Ludu” piórem Zygmunta Broniarka pytała: „Kim są ci podrzędni giermkowie amerykańskiego wywiadu?” Po czym odpowiadała sama sobie: „Szumowiny wywabiane na wierzch przez amerykańskie dolary”.

Skrzyszowskiego i Sosnowskiego skazano na trzykrotne kary śmierci. 15 maja 1953 r. wyroki wykonano. Nie przeszkodził w tym fakt, że Skrzyszowski i Sosnowski w rzeczywistości byli nieświadomymi wysłannikami Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. W rzeczywistości to przecież ludzie MBP – a nie podziemia – skierowali ich za granicę.

Prasa wciąż nie donosiła o procesach dwóch osób: komendanta „Kosa” i jego zastępcy „Wiktora”. Archiwa sądowe również nie zawierają żadnych materiałów dotyczących ich spraw. Wówczas musiało być to zaskakujące – przecież byli dowódcami V Komendy. To oni powinni zostać najsurowiej ukarani.

Dopiero po kilkudziesięciu latach okazało się, dlaczego nie zasiedli na ławie oskarżonych. Zaczęło wychodzić na jaw, że V Komenda WiN nigdy nie istniała.

***

„Kos” - J.J. Kowalski, czyli fikcyjny komendant FIKCYJNEJ komendy, był oficerem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Nazwisko Kowalski prawdopodobnie jest również fikcyjne.

Jego zastępca „Wiktor”, czyli Stefan Sieńko to AUTENTYCZNY żołnierz Zrzeszenia „Wolność i Niepodległość”. Był nim jeszcze w IV Komendzie WiN, potem zgodził się na współpracę z UB i odtąd jego życiem zaczęła rządzić fikcja. 

UB-ecką grę rozpoczęto od oszukania Adama Boryczki, kuriera Delegatury WiN do kraju, który spotkał się z Sieńką, wówczas już przedstawicielem fikcyjnego WiN i agentem MBP. Trudno dziś rozstrzygnąć, czy pierwszy raz zetknęli się w grudniu 1947 r. czy w kwietniu 1948 r.

Gra skończyła się w grudniu 1952 r., kiedy w prasie ukazało się oświadczenie o „ujawnieniu” WiN.

Nieco ponad rok później, w 1954 r., Adam Boryczko - tym razem na własną rękę, bez wiedzy Delegatury - kolejny raz przyjechał do Polski. Chciał odbudowywać rozbite przez Urząd Bezpieczeństwa podziemie. Został aresztowany i skazany.

Adam Boryczko na pewno znał „Wiktora”. Był też jedną z niewielu osób, które mogłyby rozpoznać także „Kosa”. Czy dlatego trzymano go w więzieniu aż do        1967 r.?

Po zakończeniu gry J.J. Kowalski „Kos” i S. Sieńko „Wiktor” zmienili nazwiska.

Czy „Kos” i „Wiktor” jeszcze żyją? Gdzie są dziś?


Ebook "PIĄTA KOMENDA" w księgarniach 

VIRTUALO  EMPIK 

SMASHWORDS APPLE ITUNES













© www.piotrlipinski.pl 2012