Recenzja "Towarzyszy Niejasnego"

STANISŁAW PODEMSKI

Zoo Pana Boga

Historycy skarżą się na małą poczytność swych prac. Do przeszłości należy niecierpliwe oczekiwanie na kolejną książkę profesorów Stefana Kieniewicza czy Jerzego Łojka. Prac równie znakomitych autorów nie brak przecież i dzisiaj w witrynach księgarskich. Na szczęście jednak obok pękatych i niekiedy trudnych w lekturze rozpraw rozwija się także reportaż historyczny, gatunek lżejszy, a dla popularyzacji dziejów nie do przecenienia. Trzecia po "Humerze i innych" oraz "Bolesławie Niejasnym" książka Piotra Lipińskiego jest tego widomym dowodem. Tak jak poprzednie składa się z rozszerzonych niekiedy tekstów zamieszczonych wcześniej w "Gazecie Wyborczej".

Okladka Towarzysze Niejasnego mala

Marszałek i minister rządu PRL, który już w latach 30. był we Francji płatnym agentem sowieckim, wybitny profesor prawa skazujący na śmierć w sfabrykowanym procesie bohatera narodowego Emila Fieldorfa, żołnierz Wojska Polskiego, którego zaangażowanie polityczne doprowadziło do kierowania haniebną akcją "Wisła", niedoszły zastępca szefa delegatury polskiego rządu w Londynie i niedoszły generalny sekretarz PPS kierujący rządem PRL. Te wszystkie postacie wracają do życia na kartach tej książki. "O Boże, jak wielki jest twój ogród zoologiczny" - powtarzamy za Heinrichem Heinem.

Autor tropi sumiennie zatarte, ale ciągle wyraźne ślady odległych wydarzeń. Może gen. Karol Świerczewski zginął od bratobójczej, a nie ukraińskiej kuli? Protokół jednej z sekcji jego zwłok pomija ranę postrzałową wymienioną w protokole sekcyjnym podpisanym przez innego lekarza. Dlaczego Sąd Najwyższy w 1993 r. nie zgodził się na pełną rehabilitację straconych zabójców Stefana Martyki, aktora i dziennikarza radiowego, zamordowanego przez członków organizacji niepodległościowej? Czy miał rację prof. Jan Karski, gdy mówił o Józefie Cyrankiewiczu: "Jak mógł pomagać, to zawsze to robił"? A może sprawiedliwiej oceniają premiera PRL jego nieprzejednani krytycy, wskazujący, że nie kiwnął palcem, nawet by ratować od śmierci rotmistrza Witolda Pileckiego, kolegę obozowego, czy druha partyjnego z PPS Kazimierza Pużaka?

Jeden z bohaterów książki, osoba szerzej nieznana, z pastucha staje się dyspozycyjnym sędzią wojskowym. Kupiono go awansami, możliwością studiowania, pozycją społeczną. Skazywał, kiedy tego oczekiwano, i dziś za to, po pół wieku, sam znalazł się na ławie oskarżonych. Ten proces deprawacji części ówczesnej młodzieży, przy wykorzystaniu kija i marchewki, jest szczególnie poruszający. "Coś mnie dręczy" - powiada dzisiaj dawny sędzia.

Autor słusznie uważa, że jeden z bohaterów książki nie pasuje do tego pocztu towarzyszy Bieruta. To Robert Satanowski, którego wojennym dziejom towarzyszą zaskakujące zagadki. Dlaczego popularny po wojnie dyrygent wcześniej był twórcą znacznego oddziału partyzanckiego (z modlitwą wieczorną i poranną, sztandarem z orłem w koronie i Matką Boską oraz wymowną nazwą "Jeszcze Polska nie zginęła") i poważnym kandydatem na dowódcę Armii Ludowej? W 1946 r. w dokumencie polskiego wywiadu napisano o Satanowskim: "Niedostatecznie współpracował z organami bezpieczeństwa, władzami cywilnymi, partiami politycznymi. (...) W stosunku do Rządu Jedności Narodowej oraz idei sojuszu polsko-radzieckiego odnosi się z dużą rezerwą i niedowierzaniem".

Barwnie, treściwie, smacznie pisze Piotr Lipiński.

Piotr Lipiński, "Towarzysze Niejasnego", Warszawa 2003, wydawnictwo Prószyński i S-ka SA



Recenzja "Towarzyszy Niejasnego" napisana przez Pawła Smoleńskiego.













© www.piotrlipinski.pl 2012