Recenzja  "Towarzyszy Niejasnego"

MARIUSZ SZCZYGIEŁ

Czar Bieruta

"To opowieść o ludziach, którzy ulegli czarowi Bolesława Bieruta" - tak zaczyna się nowa książka Piotra Lipińskiego. Jeśli w stosunku do tak odrażającej postaci, jaką był Bierut, autor używa słowa "czar" - uważam to za zabieg dość perwersyjny.

Każdy z rozdziałów "Towarzyszy Niejasnego" rozpoczyna się w sposób intrygujący. Na przykład tak: "Przeczuwał śmierć, obawiał się jej - opowiada kobieta, z którą generał Karol Świerczewski po wojnie miał nieślubnego syna. - Ostatni raz zadzwonił do mnie z Sanoka. Powiedział: Wycałuj ode mnie synka milion razy, żeby mu starczyło na całe życie".

Okladka Towarzysze Niejasnego mala

Pierwsze zdanie reportażu o Michale Roli-Żymierskim jest krótsze: "Zgubiła go kobieta". Jednak wbrew pozorom nie jest to książka o życiu intymnym funkcjonariuszy stalinowskiego systemu.

Literacki wnuk Mariana Brandysa

Piotr Lipiński - dziennikarz "Gazety Wyborczej", który kiedyś powiedział: "Interesuje mnie każdy news, pod warunkiem że wydarzył się 50 lat temu" - wie, jak zacząć tekst, by uwieść współczesnego czytelnika. Najlepiej świadczy o tym tytuł jego poprzedniej książki: "Bolesław Niejasny. Opowieść o Bolesławie Bierucie, Forreście Gumpie polskiego komunizmu".

Biografie postaci, które stały się częścią polskiego stalinizmu, są napisane i rzetelnie, i błyskotliwie. Gdyby autor był typowym publicystą historycznym czy popularyzatorem historii (zwłaszcza w Polsce), zmierzałby w jednym tylko kierunku: opisać fakty i przedstawić ich interpretację, forma nie miałaby znaczenia. Może to krótkie akapity, może żywy, potoczny język, może chęć zaskoczenia raz po raz czytelnika nowym elementem, a może korzystanie ze źródeł, które profesjonalny historyk bez namysłu by odrzucił, sprawiają, że styl "Towarzyszy Niejsanego" jest "pociągający".

Myślę, że bez oporów można nazwać tego autora (rocznik 1967) "literackim wnukiem" Mariana Brandysa - znakomitego reportera historycznego.

Dziewięciu Europejczyków

Dlaczego pochylam się nad formą tej książki?

Bo rzadko zdarza się tak niezła (jak na publicystykę historyczną).

Ostatnio próbowałem czytać "Cel: Europa. Dziewięć esejów o budowniczych jedności europejskiej" Jerzego Łukaszewskiego (Noir sur Blanc, Warszawa 2002). Bohaterowie książki to: Adenauer, Schuman, Spinelli i inni wybitni mężowie stanu. To właśnie oni wysłali pierwsze impulsy, które roznieciły idee europejskiej integracji. Ich losy i trudne decyzje, przed którymi stawali, są materiałem równie ciekawym jak losy i decyzje polskich komunistów. Niestety, książka "Cel: Europa..." jest nużąca i przegadana.

Esej, reportaż są grą z czytelnikiem. Piotr Lipiński o tym pamięta. Może atrakcyjność tych podobnych przecież w swym zamierzeniu książek to kwestia różnicy pokoleń (kiedy Lipiński chodził do przedszkola, Jerzy Łukaszewski został właśnie rektorem College d'Europe w Brugii)?

Przepraszam za dygresję o moim rozczarowaniu, lecz kiedy przeczytałem we wstępie, że profesor Łukaszewski obiecuje, iż jego książka nie będzie obarczona aparatem naukowym, i zdradza, że większość ze swych dziewięciu bohaterów poznał osobiście, nabrałem na nią apetytu. Nie zaspokoiłem go, niestety.

Dziewięciu komunistów

Wracając do "Towarzyszy Niejasnego". Każdy z dziewięciu portretów Piotra Lipińskiego to inna odpowiedź na pytanie, dlaczego ci ludzie stawali się częścią zbrodniczego systemu. Z wyrachowania, z przekonania, ze strachu, czasem przez przypadek.

Pomyli się czytelnik, który uzna, że takich książek mamy już wystarczająco wiele. Ta różni się od pozostałych. Kiedy w Polsce zaczęto uczciwie pisać o epoce Stalina, autorzy zajmowali się największymi - Bierutem czy Bermanem ("Oni" Teresy Torańskiej) - albo też opisywali mały realizm codziennego życia. Natomiast postacie wybrane i opisane przez Lipińskiego funkcjonowały na różnych szczeblach. Mamy tu przekrój całej stalinowskiej maszyny państwa: jest "góra" (Michał Żymierski, Karol Świerczewski), szczebel średni, czyli prokuratorzy i sędziowie (Igor Andrejew), są trybiki systemu, czyli oficerowie śledczy (np. Mikołaj Kulik). Wreszcie "nagłaśniacze" - pracownicy propagandy - tacy jak aktor Stefan Martyka.

"Bydlę to - pisał o Martyce Marek Hłasko - włączało się w radiu przeważnie w czasie muzyki tanecznej, mówiąc >>Tu Fala 49, tu Fala 49<<". Po czym zaczynał opluwanie krajów imperialistycznych. Z radia przez dwie, trzy minuty sączył się jad i znów wracała muzyka. Martykę zabił Zenon Sobota, przedwojenny oficer, który stworzył podziemną organizację, aby na aktorze dokonała zamachu. Potem, osaczony w kryjówce przez tajną policję, sam strzelił sobie w głowę.

Przez wiele miesięcy Lipiński starał się w MSW o dostęp do materiałów o tej sprawie. Wreszcie udało mu się je uzyskać z nieoficjalnego źródła. W Bibliotece Narodowej znalazł też rękopis wspomnień spisanych przez znaną przedwojenną aktorkę Zofię Lindorfównę. Była towarzyszką życia Martyki, zastrzegła, że wspomnienia można odtajnić dopiero dziesięć lat po jej śmierci. Piotr Lipiński zainteresował się nimi po 20 latach. Powstała oryginalna dokumentalna opowieść o jednym z najbardziej znienawidzonych przez społeczeństwo "towarzyszy Niejasnego". Dziś najbliżsi Martyki mówią, że tak naprawdę nie podobał mu się jego własny napastliwy ton wobec Zachodu, tak naprawdę to nie cierpiał głoszonej przez siebie proradzieckości i mimo że żył z Lindorfówną bez ślubu, wystarał się dla nich dwojga o własną ławkę z nazwiskiem w kościele Zbawiciela w Warszawie.

W reportażu "Sędzia i jego prokurator" przeplatają się losy dwóch mężczyzn. Pierwszy to sędzia Jerzy M., który skazywał ludzi z podziemnych organizacji, przewodniczył rozprawom, do których sąd nie dopuszczał nawet udziału adwokata (ze względu na tajemnicę państwową). Drugi mężczyzna - Bogusław Huzarski - to jego skazany, który kolportował ulotki "Precz ze Stalinem, gnębicielem narodów! Niech żyje USA!".

Piotr Lipiński przedstawia ich życiorysy symultanicznie, jak w klasycznym filmie fabularnym. Ojciec skazanego był przed wojną policjantem we Lwowie. Ojciec sędziego też był przed wojną policjantem we Lwowie.

Skazanego i jego rodzinę wywieziono na Syberię. Sędziego i jego rodzinę wywieziono do Kazachstanu.

Skazany cierpiał od pluskiew i ciężkiej pracy ponad siły dziecka. Sędzia przez całą wojnę pasł krowy i owce, dokuczały mu głód i chłód.

Obaj wrócili do Polski w 1946 roku. Obaj tutaj zaczęli naukę. I tak dalej...

Kiedy rok temu autor zbierał materiały do tego szkicu, skazany już nie żył, ale sędzia zgodził się na rozmowę. Reporter pyta go, czy był w jego życiu taki moment, że zamiast do sądu mógł tak jak skazany trafić do podziemia i rozlepiać antystalinowskie ulotki.

Okazuje się, że w rzeczywistości zadecydował o tym banał: "Nie znalazł się taki, co by mnie wciągnął..." - wyjaśnia sędzia z rozbrajającą szczerością.

Kiedy powstawały te reportaże, dwóch spośród dziewięciu bohaterów jeszcze żyło. Obaj to oprawcy. Z obydwoma Lipiński rozmawiał. Oprócz sędziego odwiedził jeszcze w domu oficera śledczego (reportaż "Kat pamięta inaczej"), który bił aresztowanych batem lub kablem owiniętym gumą, kazał stawać na jednej nodze z rękoma podniesionymi do góry, pluł w twarz. Także w tej rozmowie z oprawcą - jak zresztą we wszystkich rozmowach z oprawcami świata - najbardziej poraża banał.

Gdy reporter po 50 latach pyta śledczego, czy nigdy nie żałował, że miał taką pracę, ten odpowiada pytaniem: "Jak można nie żałować?". Dopiero gdy zwolnił się z bezpieki, poczuł, że żyje. Wreszcie miał "kolegów i normowany czas pracy".

A zajęcie śledczego? "Obrzydliwość" - tłumaczy Lipińskiemu. I dodaje: "Mówię panu: nie ma nic gorszego niż praca z człowiekiem".

Przeczytamy za 30 lat

Komunizm, jak pisze Piotr Lipiński, można odrzucać na dwa sposoby - emocjonalnie i rozumowo. "Emocjonalnie można uznać, że całe powojenne zło wywodzi się z komunizmu, więc nie ma różnicy między Bierutem a Hibnerem". Ma Lipiński rację - "emocjonalni" mogą być tylko głucho wściekli. "Ale można też - pisze - wczuć się w świat komunistów, starać się go jak najlepiej zrozumieć, aby wiedzieć, gdzie się rodziło zło i kto był czemu winny". Rzeczywiście, taka postawa pozwala zachować dystans i trzeźwy wzrok. Tylko że oba podejścia, i emocjonalne, i rozumowe, dają ten sam doraźny efekt: potępienie komunizmu jako zbrodni. Jednak gdy myśli się o przyszłości - przekonuje reporter - znaczenie może mieć tylko zrozumienie komunizmu.

"Zagłębiając się w sposób myślenia komunistów - pisze - można łatwiej zauważać przejawy totalitaryzmu w innych systemach, które w przyszłości mogą okazać się równie groźne jak komunizm".

Spytałem autora, co ma dokładnie na myśli.

Odparł, że pewnie będzie o tym pisał za jakieś 30 lat.

Piotr Lipiński "Towarzysze Niejasnego", wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2003, s. 216



Recenzja "Towarzyszy Niejasnego" napisana przez Stanisława Podemskiego.













© www.piotrlipinski.pl 2012